Wakacje od jogi?
21/06/2017
Ciepło, słońce grzeje, wakacje. Dla niektórych to dobry powód, żeby zacząć praktykować jogę (każdy powód jest zresztą dobry). A co mają zrobić ci wszyscy, którzy regularnie rozkładają matę, żeby powitać słońce i przy okazji przez godzinę (lub więcej) zrobić parę asan? Mają wakacje od jogi wziąć? Niedoczekanie! Mogą mnie nazywać kosmitą, wariatem czy robocopem, ale na wakacje obowiązkowo biorę swoją matę i już. I to nie tylko dlatego, żeby nie przerywać praktyki.
Wakacyjna joga ma w sobie dużo uroku. Głównie dlatego, że jest trochę (a czasem bardzo) inna niż ta codzienna. Niby sekwencja asan taka jak zwykle, ale inne jest otoczenie, temperatura, sala do ćwiczeń. Człowiek na przykład przyzwyczaił się, że na sali po prawej stronie zawsze rozkłada matę smukła, elastyczna szatynka, a tu nagle pojawia się zwalisty, muskularny, brodaty brunet. W mojej sali z reguły udaje mi się porządnie spocić podczas praktyki (nie ma jak piecyk z elektrycznym nawiewem), ale dopiero mniej więcej w połowie praktyki. A na wyjeździe, w cieplejszym klimacie, wystarczy zrobić kilka powitań słońca i już człowiek ma wrażenie, że wyszedł spod prysznica. Kiedy praktykuję w mojej szkole nie mam również okazji patrzeć, jak pośród drzew korkowych do oceanu leniwie wpada rzeka Mira. (Tak, wiem, trzeba trzymać drishti, ale nie zawsze się udaje, wzrok czasem się poślizgnie no i wtedy widzi tę, rzekę, ten ocean i te drzewa…) Słowem jest całkiem inaczej. I bardzo dobrze, bo w końcu joga ma nam pomóc wyzwolić się z nawykowego myślenia.
Inaczej jest z tą wakacyjną jogą jeszcze pod innym względem. Zwykle po praktyce staram się pocelebrować przez kilka chwil ten stan wyciszenia, lekkiego zawieszenia między światem nienazwanym a pełną słów realnością, ale prędzej czy później ktoś lub coś mnie z niego wyrwie. A to telefon zadzwoni w pilnej sprawie, a to trzeba odpowiedzieć na maila, a to przypomnę sobie, że obiecałem napisać tekst do „Boso na macie” i trzeba brać się do roboty (lepiej z redaktorkami BnM nie zadzierać). Mówiąc krótko, rzeczywistość dopada mnie szybko i mocno chwyta swą kościstą ręką, zaś występująca po praktyce błogość tli się tylko delikatnie w moim ciele – jak miłe, ale nie do końca realne wspomnienie.
Na wakacjach tymczasem pełen wypas (lub – jak mawiał mój znajomy sprzed lat – wypas czołgowy). Po praktyce można do woli relaksować się na macie albo robić pranajamy albo i jedno i drugie. Potem niespiesznie zjeść śniadanie, wysączyć kawę lub herbatę i powolnym krokiem przejść się po plaży. A kiedy już się człowiek się przejdzie i dojdzie, gdzie miał dojść lub w zupełnie inne miejsce, może się położyć i wzrokiem pozbawionym ciężaru myśli (ale przecież nie bezmyślnym) gapić się na horyzont unoszony spienioną wodą. A przy wszystkich tych czynnościach „pojogiczna” błogość nie tyle tli się w ciele, co buzuje ogniem żywym, podsycanym jeszcze słoną bryzą.
Wakacyjna praktyka jest również dobrą okazją do nauki. Czasem mam możliwość popraktykować pod okiem innego niż zwykle nauczyciela, który może coś nowego podpowiedzieć lub pokazać. Mam także czas na eksperymenty. Mogę na przykład spróbować pobawić się rymem oddechu, powtórzyć kilka razy jakąś asanę, która mnie jakoś zawsze uwierała albo spróbować zupełnie czegoś nowego i wypłynąć na nieznane dotąd wody, aby tam spotkać się ze smokami. (Na obrzeżach starożytnych map morskich często rysowano smoki, aby w ten sposób dać do zrozumienia żeglarzom, że jest to teren niezbadany i „dalej są już tylko smoki”…) Może się wtedy okazać, że smoki nie są wcale takie straszne, nie zieją ogniem i daje się z nimi jakoś dogadać.
Dlatego za nic nie dam się przekonać do wakacji od jogi. Tym bardziej, że po wakacjach wracam przecież do domu, do mojej ulubionej, najlepszej na świecie szkoły jogi i mojego nauczyciela. I znowu mogę włączyć piecyk z nawiewem, żeby na sali było znośnie, a po prawej stronie matę rozłoży zaprzyjaźniona, smukła szatynka. Bo bardzo ważną częścią wakacji jest to, że się z nich kiedyś wraca.

Marek Łaskawiec
marek@bosonamacie.plZ wykształcenia filolog i filozof, miłośnik podróży, dobrego jedzenia i smakowania różnych kultur. Praktykuje i uczy Ashtanga Jogi. Marek jest autorem edukacyjnej gry planszowej Yogaloka (www.yogaloka.pl) oraz współtwórcą portalu Omline (www.omline.expert). Na Bosonamacie.pl prowadzi blog "Pies z głową w bok".