Joga on-line
31/05/2017
Mówią, że na oceanie zawsze gdzieś jest jakaś burza. Dla żeglarza to niezbyt dobra wiadomość. Niby wszystko w porządku, fala kołysze leniwie, słońce rozpieszcza swoim ciepłem, wiaterek przyjemnie orzeźwia. Ale za horyzontem, może zaledwie kilka mil stąd, pioruny, morskie bałwany i zwalający z nóg wiatr. I jak tu cieszyć się chwilą ładnej pogody? Jak rozkoszować się słodkim nieróbstwem? Jak dać się ukołysać do snu łagodnemu falowaniu spokojnego morza?
Stały dostęp do Internetu w osiągnięciu błogiego spokoju nie pomaga. Portale i media społecznościowe przypominają co chwilę o wojnach, katastrofach i cierpieniu. Nienawiść zakompleksionych, głupota rządzących, rozpacz pokonanych, radość zwycięzców, beznadzieja uciekinierów, bezlitosna obojętność sytych – te i inne obrazy wylewają się codziennie z ekranu mojego smartfona. Aż trudno uwierzyć, jak takie małe urządzenie może to wszystko pomieścić.
Pewnie dlatego lubię czasem być off-line. Znikam wtedy z radaru wszystkim burzom, które akurat nie szaleją w mojej bezpośredniej okolicy. Niekiedy trafiam nawet na okres bez burz – zwłaszcza jeśli okolicę zdefiniuje w tym dniu wyjątkowo wąsko. Na przykład kiedy moją okolicą jest mata do jogi. Wtedy ta moja „bezpośrednia okolica” jest zdefiniowana bardzo precyzyjnie. Mata ma swoją długość i szerokość. Wysokość definiuje asana, w której aktualnie przyszło mi się znaleźć. Tak tworzę sobie czasem przestrzeń wolną od jakichkolwiek burz. Geometryczny wzór kreślony przez moje ciało wykrawa w rzeczywistości migotliwą, efemeryczną strefę totalnego off-line.
Lubię te momenty, ale czasem nie jestem pewien, czy to dobrze. Miło znaleźć się w małym, bezpiecznym stawie, na którym ledwie marszczy się fala, a jedynym dyskomfortem może być jedynie ukąszenie wyjątkowo wygłodniałego komara. Ale zarówno ja, jak i komar wiemy doskonale, że to tylko złudzenie. Miłe, ale złudzenie. I nie jest specjalnie dobrym pomysłem do złudzenia tego się przyzwyczajać. Poza tym zbyt częste i zbyt obsesyjne pozostawanie off-line może być przyczyną wielu groźnych chorób, jak: syndrom oderwania od rzeczywistości, znieczulica mózgowa lub chroniczny tumiwisizm. A przecież joga nie powinna być ćwiczeniem z obojętności czy eskapizmu. Wręcz przeciwnie, powinna pomagać w patrzeniu na rzeczywistość taką, jaka ona jest – bez retuszu i marzeń o strefach chronionych przed burzami.
Dlatego jednak staram się po praktyce pomimo wszystko być on-line. Choć jogę on-line praktykuje się o wiele trudniej.

Marek Łaskawiec
marek@bosonamacie.plZ wykształcenia filolog i filozof, miłośnik podróży, dobrego jedzenia i smakowania różnych kultur. Praktykuje i uczy Ashtanga Jogi. Marek jest autorem edukacyjnej gry planszowej Yogaloka (www.yogaloka.pl) oraz współtwórcą portalu Omline (www.omline.expert). Na Bosonamacie.pl prowadzi blog "Pies z głową w bok".