Joga po sąsiedzku
24/05/2017
Mój sąsiad jest myśliwym. Nie to, żebym zobaczył go pewnego dnia, wracającego z polowania, taszczącego zbroczone krwią, zwierzęce truchło. Dowiedziałem się o tym przypadkiem, w przygnębiająco banalnych okolicznościach. Sąsiad pakował się do samochodu w piątkowy wieczór i podczas niezobowiązującego small talk’u okazało się, że pakuje się na polowanie. Sąsiad jest normalnym człowiekiem, nie pochodzi z rodziny pato i wydaje się nawet sympatyczny. Nie wygląda także na takiego, co to musi iść do lasu i zamordować zwierzę, żeby się najeść. W końcu jeśli jeździ Volvo, to chyba ma co do garnka włożyć. Sąsiad ma miłą żonę i dwójkę udanych dzieci. Ani żona ani dzieci nie noszą żadnych oznak, żeby znęcał się nad nimi jakiś psychopatyczny tatuś/mąż. Sąsiad także niedawno kupił sobie psa – małe urocze stworzonko, z którym bawią się codziennie jego dzieci. Pomimo tego wszystkiego, sąsiad spakował się w piątek wieczorem i pojechał do lasu… żeby mordować bezbronne, czujące istoty.
Nie jest łatwo przejść nad czymś takim do porządku dziennego. Teoretycznie przecież wiemy, że myśliwi istnieją i zaspokajają swoją prymitywną potrzebę mordu zabijając zwierzęta. Coś tam oczywiście smędzą o kontakcie z naturą, dbałości o dobrostan zwierzyny i środowisko naturalne, ale i tak wiemy, że to taka zwyczajna ściema (lub mówiąc elegancko PR), którą sobie wymyślili, żeby uzasadnić prosty fakt, że po prostu kręci ich zabijanie. I nic tego nie zmieni. Ani nazywanie krwi farbą, ani określania jatki pokotem. Co innego jednak wiedzieć, że tacy ludzie są, a co innego spotkać się z jednym z nich twarzą w twarz. Co gorsza, nie jest to twarz obca, obleśna, ale znajoma i całkiem (wydawało się dotąd) miła.
Ciężko także w takich sytuacjach o dobrą reakcje. No bo zrobić? Kopnąć człowieka w dupę albo opluć? Zapytać z niewinnym uśmiechem, czy zabijanie jest naprawdę takie przyjemne? Zagadnąć, czy opowiedział już dzieciom ze szczegółami, jak planuje spędzić piękny, majowy weekend? Trochę brakuje słów, trudno powiedzieć, jak się zachować. Jeśli ktoś zadaje ból przez przypadek lub bezmyślnie można jeszcze liczyć, że słowa mogą coś zmienić. Ale jeżeli ktoś metodycznie pakuje swoje trekkingowe buty, spodnie z kolorze maskującym, składa w kostkę termiczną koszulkę, a na wierz kładzie skarpety oraz majtki w groszki i robi to wszystko wiedząc, że będzie zabijał dla sportu? Czy są takie słowa, które zachowują jeszcze wtedy moc zmieniania rzeczywistości?
Staram się zachować umiar: nie zakładam, że joga zawsze da odpowiedź na każdy problem i pomoże w każdej sytuacji. W przypadku sąsiada myśliwego przyszła mi jednak natychmiast do głowy upeksa, o której w Joga Sutrach (1:33) pisze Patandżali. Upeksa – mówiąc ogólnie – to postawa, którą Patandżali rekomenduje w przypadku, gdy przyjdzie nam spotkać się z kimś, kto wyrządza zło. Postawa ta nie polega na szukaniu uników – ucieczce przed przyjęciem do wiadomości faktu, że zło istnieje. Nie chodzi również o rezygnację, popadnięcie w rodzaj bezsilnej apatii, pogodzenie się z faktem, że zło jest było i będzie. Nie jest to jednak wezwanie do działania, które polega na zareagowaniem gwałtem na gwałt, złem na zło. Jednocześnie Patandżali nie zakazuje walki ze złem, podejmowania prób, aby mu zapobiegać. Bardziej chodzi mu chyba o pewien rodzaj niewzruszoności wobec zła, która sprawia, że nie poddajemy się jego niszczącemu działaniu. Upeksa to rodzaj postawy, która ma uczynić nas „teflonowym” na skutki, jakie kontakt ze złem ma dla naszej psychiki, emocji i świadomości.
Praktykowanie upeksa łatwe nie jest. Szczególnie kiedy spotykamy się ze złem nieoczekiwanie, w środowisku, które wydaje się znajome i bezpieczne. Trudno wtedy być teflonowym, czy nawet chcieć być teflonowym. Na przykład kiedy podczas luźnej rozmowy dowiadujemy się, że nasz – zdawać by się mogło sympatyczny – sąsiad jest myśliwym. Praktykowanie upeksa jak dotąd niespecjalnie mi wychodzi. Ale kto wie… może w kolejnym wcieleniu.

Marek Łaskawiec
marek@bosonamacie.plZ wykształcenia filolog i filozof, miłośnik podróży, dobrego jedzenia i smakowania różnych kultur. Praktykuje i uczy Ashtanga Jogi. Marek jest autorem edukacyjnej gry planszowej Yogaloka (www.yogaloka.pl) oraz współtwórcą portalu Omline (www.omline.expert). Na Bosonamacie.pl prowadzi blog "Pies z głową w bok".