Jogiczne ciało
17/05/2017
Żyjemy w czasach, kiedy trzeba być młodym, szczupłym, pięknym i seksownym. Widać taka karma. Czy z tego bierze się częściowo popularność jogi, jako recepty na wieczną młodość? Być może. Czy wpływa to na wizerunek, jaki ma joga? Pewnie tak.
Kiedy na przykład szukam czegoś o jodze w Internecie, na ekranie komputera pojawia się mnóstwo zdjęć szczupłych, młodych dziewcząt w skąpych wdziankach, w zaawansowanych jogicznych pozycjach. Najczęściej pozują na plaży na tle zachodzącego słońca, czasem w górach albo jakiś innych, intrygujących krajobrazach. Niekiedy pojawiają się także faceci – sami, ale także ćwiczący acro jogę wraz ze szczupłymi, młodymi dziewczętami. Oni są także młodzi, obnażeni do pasa, bosko umięśnieni, intrygująco wytatuowani i pracowicie opaleni. Jeżeli ktoś zacznie szukać w Internecie głównych powodów, dla których warto praktykować jogę, na jednym z pierwszych miejsc znajdzie z pewnością takie korzyści, jak: szczupła sylwetka, płaski brzuch i kształtne pośladki. Na YouTube można znaleźć bez trudu filmiki o sekwencjach asan, które reklamowane są jako niezawodna recepta na pięknie wyrzeźbiony sześciopak.
Może się czepiam, ale to chyba jednak pewien problem. Media społecznościowe (i nie tylko) zdają się zauważać głównie jeden typ jogicznej sylwetki: młodej, szczupłej, umięśnionej i hiper-elastycznej. Ktoś, kto regularnie praktykuje jogę, bierze czasem udział w rozmaitych warsztatach lub jeździ na wakacje z jogą, może mieć poczucie lekkiego rozdwojenia jaźni. Codziennie rano i wieczorem w dziesiątkach szkół w Polsce praktykują ludzie młodzi metrykalnie i ci młodzi już tylko duchem, o różnej budowie ciała, różnej elastyczności i różnej tuszy. Wszyscy są na swój sposób piękni, ale nawet ci najbardziej zaawansowani podczas zwyczajnej praktyki bywają spoceni, poczochrani i raczej nie mają najmodniejszych wdzianek Lululemona. Codzienna praktyka po prostu nie wygląda tak, jak w Internecie – często nie ma tych pięknych scenerii, niewymuszonej lekkości, perfekcyjnych pośladków, czy misternie wyrzeźbionych, opalonych brzuszków.
Nie chodzi oczywiście o hejtowanie młodych, szczupłych dziewcząt, które w wyciętych wdziankach robią sobie zdjęcia podczas praktyki na tle zachodzącego słońca. Takie zdjęcia mogą zresztą być pożyteczne, bo czasem zainspirują kogoś do podjęcia praktyki czy choćby przekonają do tego, że joga jest piękna. Zresztą, co mają zrobić młode, szczupłe joginki czy bosko umięśnieni jogini? Przestać się fotografować? Wory pokutne do praktyki założyć? Poza tym tak już jest, że każdy chce wyglądać na zdjęciach jak najlepiej, a fotografować woli się raczej w ładnym otoczeniu niż w brzydkim. Niech więc młode, smukłe joginki i młodzi, umięśnieni jogini postują swoje super fotki do woli.
Problem leży jednak w proporcjach. Jeżeli przeważająca większość jogicznych zdjęć publikowanych w mediach społecznościowych pokazuje wysportowane, szczupłe, młode dziewczyny lub umięśnionych, silnych, młodych facetów, w społecznym odbiorze tworzy się coś, co można nazwać barierą wejścia. W rezultacie bowiem joga może zacząć kojarzyć się jedynie z super elastycznością oraz silnym, młodym i elastycznym ciałem, czyli z rzeczami, które – choć aspiracyjne – w przyrodzie nie występują znowu tak często. Ktoś patrzy na takie fotki i może pomyśleć sobie: „to nie dla mnie, ja nie mam i nigdy mieć nie będę takiego jogicznego ciała, to dla mnie chyba za trudne”.
Co więcej, kult „jogicznego” ciała może czasem być groźny dla praktykujących. Niektórzy tak mają, że są szczupli – tacy się urodzili, taką mają przemianę materii i już. Ale zachwyt nad wyjogowanymi zdjęciami na Instagramie miewa też mroczniejszą stronę – morderczych treningowych reżymów oraz diet ruinujących zdrowie. Czy faktycznie warto płacić taką cenę za „jogiczne” ciało? Czy na tym ma polegać ta jogiczna błogość? Czy o to chodziło Patandżalemu w Joga Sutrach?
Na koniec wreszcie, nadreprezentatywność zdjęć, o których mowa sprawia wrażenie, że joga polega głównie na odpowiednim wyrzeźbieniu sobie ciała i wywijaniu nóżkami pośród atrakcyjnych krajobrazów. Tymczasem to, co w jodze najciekawsze dzieje się wewnątrz, zaś to, co się dzieje i jak się dzieje nie zależy tak bardzo od wyglądu praktykujących i miejsca praktyki. A właściwie to nawet nie zależy wcale.
Jak z tego wybrnąć? Nie bardzo mam dobry pomysł. Może warto, aby więcej o tym mówić i pisać? A może ci wszyscy, którzy jogę kochają i jednocześnie nie mają do końca „jogicznego ciała” powinni odważniej publikować swoje zdjęcia w mediach społecznościowych? Pocieszające jest w każdym razie to, że szkoły jogi czasem ilustrują swoje wpisy w Internecie zdjęciami pokazującymi, jak wygląda w nich codzienna praktyka. Nawiasem mówiąc, może to być całkiem niezły pomysł na promocję. W końcu w ten sposób szkoły te przekazują potencjalnym uczniom komunikat, że u nich joga jest dla wszystkich. Bo joga jest dla wszystkich, no może – jak mawiał Pattabhi Jois – z wyjątkiem tych leniwych.

Marek Łaskawiec
marek@bosonamacie.plZ wykształcenia filolog i filozof, miłośnik podróży, dobrego jedzenia i smakowania różnych kultur. Praktykuje i uczy Ashtanga Jogi. Marek jest autorem edukacyjnej gry planszowej Yogaloka (www.yogaloka.pl) oraz współtwórcą portalu Omline (www.omline.expert). Na Bosonamacie.pl prowadzi blog "Pies z głową w bok".