W pogoni za pasją
2/03/2017
Kocham jogę. Wiele osób podziela tę miłość. Jest to związek wymagający, nie znosi kompromisów. Bez względu na samopoczucie, porę roku, miejsce w świecie, w którym aktualnie przebywam, czy pogodę, 5-6 razy w tygodniu rano rozkładam matę. Rozkładam matę i… zaczynam płynąć przez praktykę, asana za asaną, oddech się pogłębia. Czasem ciało współpracuje bardziej, a czasem mniej. Zdarza się, że się buntuje, poci i boli. A czasem jest lekkie i płynę, płynę… Krew zaczyna krążyć żywiej, rozluźniają się stawy, rozluźnia się umysł, pojawia się koncentracja. Pojawia się flow, a praktyka staje się małym dziełem sztuki. Pięknym i nietrwałym jak kwiat z powietrza.
Joga jest pasją, której nie powinno się gonić. Wszystko dzieje się w swoim czasie, mimo, że ten czas niekoniecznie płynie tak, jakby się chciało. Niektóre asany potrafiłam wykonać bez większego wysiłku w zasadzie od razu, na inne przyszło mi poczekać kilka lat, niektóre nadal zdają się być poza moim zasięgiem. Chociaż joga to przecież znacznie więcej niż same asany.
Ale zacznijmy od początku. Pierwsze kroki na macie postawiłam w wieku 21 lat podczas pobytu w USA. Byłam wtedy smutną i wydaje mi się, że również raczej brzydką, młodą dziewczyną. Przyjaźniłam się z osobami o korzeniach indiańskich. Byli to bardzo ciekawi ludzie, zaangażowani politycznie w kwestie rdzennych Amerykanów. Ćwiczyli jogę i pewnego dnia ktoś z nich zabrał mnie ze sobą. Moje pierwsze zajęcia jogi… Co się na nich działo jest mniej ważne. Ważne, jak się czułam po nich. Czułam się szczęśliwa, a to wówczas było stanem mało mi znanym i nie za bardzo wiedziałam, co z nim zrobić. Dlatego poszłam na kolejne zajęcia… I kolejne. Zaczęłam ćwiczyć jogę, bo życie było nieznośne, to wewnętrzne życie. A joga była jedyną rzeczą, która przynosiła ulgę.
Pamiętam jak zachwyciło mnie tętniące jogą wielkomiejskie życie Nowego Jorku. Szkoły miały niezwykle wysmakowane wnętrza, biło w nich serce, poza regularnymi zajęciami jogi odbywały się takie wydarzenia jak kirtan, śpiewano mantry, pachniało kadzidłami. Podobała mi się jogowa moda – kolorowe legginsy oraz wesołe koszulki. Stylem, w którym się zakochałam od pierwszego wejrzenia była Jivamukti Yoga, stworzona przez parę Sharon Gannon i Davida Life. Zajęcia miały określoną strukturę; rozpoczynały się krótkim wykładem, medytacją, miały piękną oprawę muzyczną.
Powrót do Polski do Warszawy był niezwykle trudny pod tym względem. Był 2005 rok. Wszystko wydawało mi się siermiężne i bezbarwne. Szkoły jogi przypominały sale gimnastyczne (niektóre nawet nosiły zapach trampek), nauczyciele chodzili w dresach i białych T-shirtach, prawie nigdzie nie śpiewano „om”, nikt nie puszczał muzyki, a cały polski rynek jogi był zdominowany metodą BKS Iyengara, którą uważano za jedyną właściwą metodę. USA było barwną, żywą mozaiką, Polska czarno-białą klatką filmową… Mimo wszystko znalazłam dla siebie niszę, szkołę Yogamudra Piotra i Oli Kunstler, która zatrzymała mnie na dłużej. Lubiłam nauczycieli i społeczność, która wytworzyła się wokół tego miejsca. Ćwiczyłam regularnie około 5 razy w tygodniu wysiadając na stacji Metra Politechnika, aż w pewnym momencie byłam gotowa do kursu nauczycielskiego… A potem pojawiła się w moim życiu Ashtanga joga, która wywróciła życie do góry nogami – oczywiście pozytywnie! Dzięki Ashtandze nabrałam wiatr w żagle, poczułam prawdziwą wolność i radość życia.
Marzyłam, aby zostać nauczycielem jogi, natomiast nigdy nie myślałam, ze to marzenie może się spełnić. Ucząc jogi, poza samymi asanami, zależy mi, aby inspirować innych do odwagi oraz wolności spełnionego życia. Dla każdego oznacza to coś innego. Na moich zajęciach najważniejsza dla mnie jest Energia. Uwielbiam przyglądać się transformacji, która zachodzi podczas praktyki. Zawsze pociągał mnie Duch Jogi, mistycyzm, Indie, Tybet, ale nie tylko… Cieszę się, gdy widzę, że ludzie zaczynają się czuć lepiej, zarówno fizycznie jak i psychicznie, a to, co się wydarzy na macie będą w stanie przenieść na inne sfery życia, wykraczające daleko poza cztery ścinany szkoły.
Artykuł ukazał się w Magazynie Flower nr 1/2017

Ania Chomczyk
ania@bosonamacie.ple-mail: ania()bosonamacie.pl
Ćwiczę jogę od ponad 20 lat. Przez lata regularnie podróżowałam do Indii, aby poznawać ten niesamowity kraj oraz uczyć się jogi u źródła. Nadal kontynuuję moje jogiczne studia pod okiem najlepszych nauczycieli na świecie.
Studiowałam amerykanistykę na UW, a w 2016 r. na Uniwersytecie SWPS (kulturoznawstwo) obroniłam doktorat dotyczący jogi.
Pobieram lekcje klasycznego śpiewu Karnataki u Ranjini Koushik. Chętnie maluję i w styczniu 2021 r. zostałam certyfikowaną nauczycielką malarstwa intuicyjnego, Vedic art. Obecnie poszerzam moje kompetencje o terapię mięśni dna miednicy wg metody Bebo. Kocham Himalaje. Jestem mamą małego Felixa.
Joginka w podróży
Facebook: Joginka w podróży
Instagram: Joginka w podróży