Blue Monday
17/01/2017
– Dzisiaj jest Blue Monday – powiedziała na wstępie Irena, która przychodzi do mnie w poniedziałki na jogę. – Nie czuję się dziś najlepiej.
Aha. No dobra. Poprowadziłam sesję tak, żeby ją trochę doenergetyzować (dużo wygięć do tyłu, a na koniec joga nidra). Wychodziła w lepszym nastroju.
– Jak się czujesz? – spytałam półtorej godziny później Zosię. Też przychodzi do mnie na jogę w poniedziałki. Zawsze jest uśmiechnięta.
– No nie wiem… – odpowiedziała z wahaniem i prawie bez uśmiechu. – Dzisiaj jest Blue Monday.
Aha. No dobra. Poprowadziłam jej jogę taką, jaką lubi – opartą na powitaniach księżyca. Wychodziła w lepszym nastroju.
A ja? Poszłam na wegańskiego burgera (comfort food?), poprowadziłam jeszcze jedną jogę i zasiadłam z dużym sojowym capuccino nad tekstem na bloga. Zwykle biorę średnie to capuccino, ale przecież… Blue Monday. Najbardziej depresyjny dzień w roku. Tak stwierdzili naukowcy. Kończą się styczniowe przeceny, przychodzą wyciągi z karty kredytowej (także za okres świąt i sylwestra), dni ciągle krótkie i zimne, postanowienia noworoczne nadal niezrealizowane, prezenty gwiazdkowe już się zdążyły znudzić, makowiec zjeść, bąbelki z szampana ulotnić. Masakra.
Tymczasem joga uczy nie przyklejać się do takich rzeczy.
Pozostawać cool bez względu na to, czy piątek czy sobota, czy karnawał w Rio czy poranna zmiana w Mordorze. Zachować dystans i nie uciekać w kawę ani inne używki, gdy smutno. Czy neutralizacja wygięciami do tyłu także jest zakazana? Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, ale… może tak.
Pattabhi Jois mawiał „Do your practice and all is coming”, mając (chyba) na myśli, by praktykować jak zwykle. No bo blue czy w innym kolorze, trzeba chyba żyć jak zwykle. Praktykować jak zwykle. Nie przejmować. No właśnie, nie przejmować… wiele osób mnie pyta, czy ten jogowy dystans, to bycie cool, zen, samadhi nie oznacza tak naprawdę obojętności, znieczulenia, nieuczestniczenia w życiu? Oderwania?
Otóż chyba wręcz przeciwnie. Dystans oznacza dystans. Ani mniej ani więcej. Nie uciekamy ani nie przytulamy się. Z odwagą spoglądamy w wyciągi bankowe, resetujemy postanowienia noworoczne, sprzątamy butelki po szampanie. Żyjemy. Jesteśmy obecni. Robimy swoje mostki i swoje savasany. Jak zwykle. Wierzymy, że to proces, droga, życie. Wszystko mija. Blue Monday także. Przecież już był taki w zeszłym roku i jakoś poszło, prawda? Poza tym, kiedy czytasz ten tekst prawdopodobnie jest już Tuesday. A może nawet Wednesday. I może wcale nie Blue tym razem. Jest okazja żeby się ucieszyć, ale… też z dystansem. Bo do euforii też nie ma co się przyklejać, według jogi. Ona też minie. Ale póki trwa… to miłe, że ten wyciąg z karty jednak nie jest taki długi, dzień za to już prawie tak, makowiec można upiec też po świętach, a na realizację postanowień noworocznych zostało jeszcze 11 i pół miesiąca. No i generalnie – jest OK.

Agnieszka Passendorfer
aga.passendorfer@gmail.comPraktykuje i uczy w Yoga Republic. Kocha czytać i pisać. Autorka książek „13 lekcji jogi”, „10 lekcji jogi. Jamy i nijamy w codziennym życiu”, „13 lekcji miłości” i "Czakry". Współzałożycielka platformy
Omline.Expert. Stara się być dobrą mamą, partnerką, przyjaciółką, nauczycielką i uczennicą.