Dzień jak codzień. Nowy Rok w Indiach
5/01/2017
Zmiana starego roku na nowy w Indiach przychodzi niezauważalnie. W Rishikesh o północy praktycznie nie było fajerwerków, a gdy rozmawiałam o planach na Sylwestra, to o 20:00 prawie nikt jeszcze nic nie wiedział.
Ale zacznę od początku, bo jest coś ważniejszego. Raksha bandan, święto brata i siostry, ma miejsce w sierpniu. To również dzień, kiedy celebruje się przyjaźń kobiet i mężczyzn. Rodzeństwo nie musi być biologiczne. Możemy też wziąć sobie kogoś na brata, co dla Hindusów jest nie lada zaszczytem. Przewiązujemy tasiemkę na nadgarstku mężczyzny i już! Nawet niekoniecznie w ten konkretny dzień. Umawiamy się do końca życia.
Mam dwóch takich braci w Rishikesh. Jeden jest lokalnym drobnym biznesmenem i politykiem, a drugi – w momencie, gdy go „przewiązywałam” ponad 5 lat temu – był akurat lokalnym bad boyem (zgadnijcie, z którym było weselej…). To, że wzięłam sobie bad boya na brata było bardzo przemyślanym posunięciem. Herszt gangu „osiedlowego” ma silną pozycję społeczną, lichy ślimak hersztem nie zostaje… Wieść o tym, że jesteśmy rodzeństwem rozniosła się szybko. Świat się zmienił. Już nie byłam turystką, za którą można strzelać oczami. Siostra jest święta, siostrę się chroni. Wozi motocyklem na jogę i potem odbiera, żeby sama nie chodziła po zmroku.
Mój mały braciszek ma teraz 26 lat i nie jest już bad boyem. Rozwija interesy, pracuje w sklepie, a w międzyczasie stał się współwłaścicielem jednej z ulicznych jadłodajni i nawet zatrudnia kogoś do pomocy. Poza tym wysyła pieniądze swojej rodzinie. Zmądrzał. Nie korzysta z substancji, które podobno sprawiają, że świat jest bardziej znośny. Nadal wszyscy go lubią. Widzimy się po trzech latach, cieszy się na mój widok, Ania, sister! Noni, my brother, give me a bear hug!
Więc Sylwester 2017 zaczyna się w Little Buddha, a potem siedzimy z Nonim na dachu guesthousu z widokiem na nocny Ganges i osnute nocą Himalaje. Rzeka płynie, dżungla oddycha, zamykają się jedne drzwi i robi się miejsce na Nowe. Jest jedzenie, palimy ognisko w metalowym wiadrze, dym szczypie w oczy, dokładamy drew. Chcę dołączyć do nowo poznanych znajomych, którzy bawią się gdzieś indziej. Noni kręci nosem, to nie jest dobre miejsce, tam sprzedają narkotyki. To, że sprzedają, nie znaczy, że muszę je kupić. Noni kręci nosem, ale mnie odprowadza. Nie udaje nam się wejść i on nie ukrywa swojego zadowolenia. Braciszek mówi, że to nie jest dla mnie odpowiednie miejsce, to widocznie ma rację i trzeba posłuchać. Wracamy na nasz dach.
1. stycznia rano wstaję o 7:00 na Mysore. Już można wypić gorący czaj na ulicy i zjeść samosy. Dzień jak co dzień, żadne tam święto z syndromem dnia poprzedniego. To będzie dobry rok, czego Wam wszystkim życzę!

Ania Chomczyk
ania@bosonamacie.ple-mail: ania()bosonamacie.pl
Ćwiczę jogę od ponad 20 lat. Przez lata regularnie podróżowałam do Indii, aby poznawać ten niesamowity kraj oraz uczyć się jogi u źródła. Nadal kontynuuję moje jogiczne studia pod okiem najlepszych nauczycieli na świecie.
Studiowałam amerykanistykę na UW, a w 2016 r. na Uniwersytecie SWPS (kulturoznawstwo) obroniłam doktorat dotyczący jogi.
Pobieram lekcje klasycznego śpiewu Karnataki u Ranjini Koushik. Chętnie maluję i w styczniu 2021 r. zostałam certyfikowaną nauczycielką malarstwa intuicyjnego, Vedic art. Obecnie poszerzam moje kompetencje o terapię mięśni dna miednicy wg metody Bebo. Kocham Himalaje. Jestem mamą małego Felixa.
Joginka w podróży
Facebook: Joginka w podróży
Instagram: Joginka w podróży