Savasana
20/12/2016
Kiedy czytasz ten wpis, ja jestem gdzieś daleko. Na urlopie. Taki jest plan. I plan jest taki, że nie pracuję na urlopie, więc piszę posta wcześniej.
Z tym urlopem się trochę zagapiłam, bo ostatni miałam w lutym. Cztery dni (razem z weekendem). Od tego lutego pracuję codziennie. Nie pełne, korporacyjne 8-10 godzin, ale codziennie. Przynajmniej kilka zdań napisze, przynajmniej jedną jogę poprowadzę – a na ogół tych zdań jest więcej i jóg też więcej.
Jak się dojdzie do tego etapu w życiu, że się swoją pasję zamienia w zawód i jeszcze bierze za to pieniądze, trudno jest znaleźć motywację do urlopu, bo trudno się zmęczyć, trudno się wypalić. A nawet gdy się człowiek zmęczy, to bierze sobie kilka lub kilkanaście godzin wolnego, prześpi się, pójdzie ze znajomymi na wegański lunch albo samotnie na kawę i popatrzy na świąteczne lampki w Koszykach i… już, może wracać do zajęć i do laptopa. Ja jeszcze to tak sprytnie zorganizowałam, że te zajęcia (i pisanie) czasem uprawiam zdalnie na warsztatach – poza miastem, poza krajem, a czasem i poza kontynentem, więc odpada kolejny motywator brania urlopu: odwiedzanie innych zakątków świata.
Po co mi więc wolne? A znasz to powiedzenie, że ta asana, która sprawia ci najwięcej trudności to jest ta asana, którą powinieneś/powinnaś regularnie wykonywać? No więc dla mnie najtrudniejsza zawsze była savasana. Jak jestem zmęczona, OK, mogę poleżeć kilka oddechów, ale po łagodnej sesji? Albo po długiej, wyciszającej sekwencji końcowej w ashtandze? Po co? Głupio jednak tak wcale się nie położyć na macie, gdy wszyscy się kładą, więc kładę się i ja. Głupio nie jechać na urlop, gdy wszyscy jadą, więc jadę i ja. Trochę eksperymentalnie, żeby sprawdzić, co się wydarzy, gdy nie będę miała żadnych zadań do wykonania. Gdy będę musiała poleżeć (to metafora, na szczęście…). Zwykle tłumaczę moim uczniom, że savasana jest jak reset, jak przespanie się przed egzaminem po całym dniu uczenia się. Żeby ciało (mięśnie, mózg…) mogły zaabsorbować, przetrawić, skonfigurować te wszystkie dane, które dostały w czasie praktyki. A urlop to taka savasana w wersji max. Właśnie w niej jestem. Przetwarzam dane.

Agnieszka Passendorfer
aga.passendorfer@gmail.comPraktykuje i uczy w Yoga Republic. Kocha czytać i pisać. Autorka książek „13 lekcji jogi”, „10 lekcji jogi. Jamy i nijamy w codziennym życiu”, „13 lekcji miłości” i "Czakry". Współzałożycielka platformy
Omline.Expert. Stara się być dobrą mamą, partnerką, przyjaciółką, nauczycielką i uczennicą.