Nic, co ludzkie…
1/12/2016
Nic, co ludzkie…
Być może ten tekst będzie niepoprawny politycznie i być może powinien zostać jogicznie ocenzurowany. Być może znajdą się osoby urażone i zirytowane, być może wkładam kij w mrowisko. Być może tym, co tu napiszę wzbudzę emocje. Być może…
Towarzystwo joginów, nie tylko w Mysore, potrafi być nieco męczące. Zdarza się, że odczuwam presję, że ponieważ ćwiczę jogę powinnam być taka, a nie inna. A ponieważ mam naturę anarchistki, pojawia się wtedy we mnie bunt i chęć robienia na złość. Z tego powodu często o wiele lepiej czuję się w towarzystwie „cywilów”, czyli osób niećwiczących, niż tych, które dzielą moją pasję. Pewnie również z tego powodu moimi najbliższymi przyjaciółmi tu, w Mysore są osoby spoza shali. Przebywając ze znajomymi, którym mata do jogi jest ciałem obcym mogę się bardziej rozluźnić. Jest to środowisko dla mnie przyjazne i znacznie mniej oceniające. A ponieważ czuję się bezpieczna, mogę być osobą bardziej autentyczną, pełnokrwistą i nie muszę uważać na to, co komu mówię. A zdecydowanie wolę ludzką pełnokrwistość niż świętoszkowatość i hipokryzję, której jest całkiem sporo w środowisku jogicznym, szczególnie tu.
Nie, nie jestem weganką i jadam gluten. Jeżeli fakt, że lubię mozarellę i masło sprawia, że jestem złym człowiekiem to bardzo mi przykro jeżeli kogoś rozczarowałam. Dalej – spotkałam się z opinią, że jeżeli ćwiczy się jogę nie powinno się wykonywać żadnej innej aktywności fizycznej, bo to skraca mięśnie, przykurcza stawy i w ogóle rujnuje życie. Nawet chodzenie jest szkodliwe. A już najgorszy jest rower. Prawda jest taka, że poruszam się rowerem przez większą część roku, kocham chodzić tańczyć, zdarza mi sie pójść pobiegać wieczorami i chętnie chodzę do lasu. Chcecie więcej? Zdarza mi się zapalić, smakuje mi tytoń, piję niesatwiczną kawę, a jak zimą w Polsce bierze mnie grypa robię sobie grzane wino i idę spać.
Co jeszcze? Nie nadaję się do życia aszramowego i mam alergię na instytucję guru. Nie rozumiem dlaczego w większości aszramów panuje segregacja ze względu na płeć, a pary, które przyjeżdżają razem zostają zakwaterowane oddzielnie. Myślałam, że w rozwoju duchowym chodzi o miłość, ale może się mylę. Może chodzi o sztywność, bycie świętszym od papieża i udawanie, że seks nie istnieje i się nie liczy.
Poza tym często mam wrażenie, że cesarz bywa nagi – słuchając nauczyciela o wysokiej estymie, który zachowuje się jakby pozjadał wszystkie rozumy i odnosi się niemiło do innych, zastanawiałam się czy ludzie są naprawdę tak ślepi czy po prostu robią dobrą minę do złej gry, ponieważ przebywanie w jego otoczeniu może przynieść im korzyść.
Nie rozumiem jak legginsy za 300 zł mogą wpłynąć na moją praktykę. Może pomogą mi płynnie wykonać drugą serię i doprowadzą do trzeciej?? Poza tym zawsze wydawało mi się, że jogini powinni ubierać się raczej skromnie, bo sala do ćwiczeń to nie pokaz mody. A moje ulubione legginsy w panterkę kupiłam za 20 zł na lokalnym bazarku w Białymstoku i po dwóch latach jakoś nadal się nie rozpadły.
Koncepcji jest całe mnóstwo, a już szczególnie, gdy jest się nauczycielem. Wtedy pojawiają się również projekcje, nieprawdziwe wyobrażenia. Nauczyciel jogi nie ma żadnych problemów, zawsze ładnie wygląda, jest w dobrym humorze, „rzyga” tęczą. Wcale niekoniecznie. Miewam złe dni, chociaż, fakt – rzadko, czasem praktyka idzie mi jak krew z nosa, nie chce mi się medytować, bo akurat idzie film o wampirach. Czasem z moich ust padnie mocne przekleństwo, bywam Kali i widocznie to jest akurat moja prawda na dany moment. Taka prawda a nie inna, a koń jaki jest każdy widzi. I jeśli stykam się z podłością i chamstwem – to nie będę wysyłać w tym kierunku delfinów, ani różowego światła miłości.
Ewentualnie, gdy emocje opadną – wybaczę praktykując mettę. Ale to już inna historia… Moja prywatna, o której nie będę opowiadać, bo o duchowości się milczy. Om…

Ania Chomczyk
ania@bosonamacie.ple-mail: ania()bosonamacie.pl
Ćwiczę jogę od ponad 20 lat. Przez lata regularnie podróżowałam do Indii, aby poznawać ten niesamowity kraj oraz uczyć się jogi u źródła. Nadal kontynuuję moje jogiczne studia pod okiem najlepszych nauczycieli na świecie.
Studiowałam amerykanistykę na UW, a w 2016 r. na Uniwersytecie SWPS (kulturoznawstwo) obroniłam doktorat dotyczący jogi.
Pobieram lekcje klasycznego śpiewu Karnataki u Ranjini Koushik. Chętnie maluję i w styczniu 2021 r. zostałam certyfikowaną nauczycielką malarstwa intuicyjnego, Vedic art. Obecnie poszerzam moje kompetencje o terapię mięśni dna miednicy wg metody Bebo. Kocham Himalaje. Jestem mamą małego Felixa.
Joginka w podróży
Facebook: Joginka w podróży
Instagram: Joginka w podróży