Samotność w podróży
26/11/2016
Żyję w relacjach. Relacje z ludźmi odżywiają mnie i karmią, uwrażliwiają na świat i rozwijają duchowo. Myślę, że nawet bardziej niż medytacja. Na ogół podróżuję sama. Czasami właśnie po to. Bardzo daleko, aby pobyć samej. Postawić stopy na innej ziemi, pooddychać innym powietrzem. Poznać nową wersję siebie, lub tę starą, już sprawdzoną. Niektóre problemy zostają w ciemnej, ponurej Polsce, a niektóre wygodnie moszczą się w zakamarkach mojego plecaka, bez biletu i paszportu latając sobie ze mną w najlepsze po świecie…
Za każdym razem, gdy jadę jest podobnie, chyba, że wracam w to samo miejsce. Bo lubię przebywać dłużej w jednym miejscu, stać się częścią lokalnej społeczności. Móc kontynuować rozmowę, którą skończyłam w poprzednim roku. Albo jeszcze wcześniej.
Od dwóch miesięcy jestem w Mysore i ćwiczę jogę w Shri K Pattabhi Jois Ashtanga Yoga Institute. Joga jogą, ale Gokulam to społeczność i w tej społeczności trzeba się odnaleźć. Na początku jest niepewność pomieszana z euforią. Nowi ludzie i mówienie w językach obcych. Przesiadywanie w kawiarniach i godziny small talku. Z czasem pojawia się potrzeba głębszej relacji, takiej jak z kimś, z kim już coś się przeżyło. Pytania typu: How was your practice today?, mimo, że mogą być dobrym sposobem na rozpoczęcie rozmowy, wydają się być puste i pozbawione treści. Poza tym – mam świadomość, że nikogo tak naprawdę nie obchodzi, że Sharath zrobił mi drop-backi oraz, że nareszcie udało mi się założyć drugą nogę za głowę. Tak jak dla mnie nie ma większego znaczenia, że ktoś, z kim rozmawiam po raz pierwszy właśnie złapał swój nadgarstek w Marichyasanie D. No i Hathajogapradipika mówi, aby utrzymywać swoją praktykę w sekrecie, zamiast trąbić o niej na prawo i lewo.
Właśnie wtedy pojawia się samotność. Czasem jest to takie subtelne wrażenie jak dotyk powietrza o skórę. A czasem tak silne, że powietrza zaczyna brakować i nie ma czym oddychać. Nie pomoże tu pseudododuchowy koncept, że sami przychodzimy na świat, żyjemy sami i sami z niego odchodzimy. Nie pomoże przebywanie z dziesiątkami osób, które dzielą tą samą pasję i jechały przez pół świata żeby spełnić to samo marzenie, co ja.
Trudność w poruszaniu się po rzeczywistości zawsze popycha mnie do pracy wewnętrznej. Na przykład tak, jak uczy lama Tsultrim Alione. Albo zaczynam komunikować się ze światem za pomocą fotografii, bo to nie wymaga bliskości i cała sztuka polega na tym, aby zrobić komuś zdjęcie, które uchwyci jego duszę.
Samotność w podróżny. Tak jak ze wszystkim – trzeba znaleźć balans. Zdarzało się, że w ciągu dnia działo się tak dużo, że biegałam ze spotkania na spotkanie i do północy przesiadywałam w Coffee day i wstawałam o 5 na jogę. Albo, że ukrywałam się w pokoju godzinami wpatrując się w sufit, bo samotność i cisza były mi tak bardzo potrzebne… Zdarzało się, że siedząc wśród ludzi i rozmawiając o jodze nie czułam nic albo wielką pustkę, a towarzystwo osób, które nigdy nie były na jodze było dla mnie o wiele bardziej karmiące, czułam bliskość i przyjaźń i wiem, że to właśnie te znajomości to znajomości na lata.
Przychodzi też moment, gdzie już nie mam energii na poznawanie nikogo nowego. Wystarczy jedna znajomość, ale taka, która będzie miała substancję. Czasem ma to miejsce bardzo szybko, a czasem dobór przyjaciół i proces chemiczny i bardziej przypomina mozolne wydobywanie złota. Aby otrzymać drogocenne grudki trzeba wielokrotnie przesiać sito. Bez pośpiechu. W ten sposób tworzy się plemię. Taka rodzina z wyboru, gdzie można się odprężyć w byciu sobą ufając, że kiedy jedno będzie spadać w dół, drugie pociągnie go ku górze. Jak w piosence Happysad.
P.S. Swego czasu na Facebooku widziałam taki cytat Maryl Streep: „Dawniej wchodząc gdzieś zastanawiałam się, czy ludzie mnie tam polubią. Teraz zastanawiam się, czy to ja polubię ich.” Dokładnie tak.

Ania Chomczyk
ania@bosonamacie.ple-mail: ania()bosonamacie.pl
Ćwiczę jogę od ponad 20 lat. Przez lata regularnie podróżowałam do Indii, aby poznawać ten niesamowity kraj oraz uczyć się jogi u źródła. Nadal kontynuuję moje jogiczne studia pod okiem najlepszych nauczycieli na świecie.
Studiowałam amerykanistykę na UW, a w 2016 r. na Uniwersytecie SWPS (kulturoznawstwo) obroniłam doktorat dotyczący jogi.
Pobieram lekcje klasycznego śpiewu Karnataki u Ranjini Koushik. Chętnie maluję i w styczniu 2021 r. zostałam certyfikowaną nauczycielką malarstwa intuicyjnego, Vedic art. Obecnie poszerzam moje kompetencje o terapię mięśni dna miednicy wg metody Bebo. Kocham Himalaje. Jestem mamą małego Felixa.
Joginka w podróży
Facebook: Joginka w podróży
Instagram: Joginka w podróży