Druga seria
31/08/2017
Trochę mnie nie było. Nie, nie podróżowałam nigdzie. Chyba, że w asany, w siebie, w relacje. Moja praktyka się rozwija i rozwija mnie. Popycha do przodu sprawiając, że z gąsienicy może jeszcze nie wykluł się motyl, ale mam już swój bezpieczny, wełniany kokon, w którym mogę się transformować codziennie stając na macie. Dawno nie ćwiczyło mi się tak dobrze. Czuję jak druga seria uzdrawia mi kręgosłup, uszczęśliwia. I tak zwyczajnie w tym pocie, tych ciągłych skokach do kija i tych zmaganiach, odnajduję przyjemność.
W myśl zasady, że joga to 99% praktyki i tylko 1% teorii niewiele się mówi o tym, jakich owoców można się spodziewać po praktyce Ashtanga jogi i nie jest to przypadek. „Practice, practice and all is coming…” jest jedną z niewielu wskazówek na tej drodze. Ale o tym, what is coming nie mówi się na głos. Lub mówi się rzadko. Lub milczy się. Mam takie poczucie, że im bardziej pojawia się zrozumienie metody Ashtangi, pojawiają się owoce, tym trudniej to ubrać to w słowa. Hathajogapradipika jasno mówi, aby utrzymywać praktykę w sekrecie. Więc będę milczała, bo każdy tą perłę musi wyłowić sam. Poza tym Bhagavadgita uczy, aby do owoców się nie przywiązywać.
W praktykę trzeba wejść. Na początku włożyć trochę wysiłku w zapamiętanie sekwencji. Na tym polega metoda, a osoby, które długo się wzbraniają przed praktyką Mysore wybierając zajęcia prowadzone, bardzo dużo tracą. Po wakacjach nasza szkoła zmienia w znacznym stopniu swoją formułę i będziemy szkołą przede wszystkim Ashtangową. Czuję, że dojrzewam jako nauczyciel i mam bardzo dużo do przekazania. Między innymi z tego powodu nie chcę już podróżować tak długo, zależy mi na kontynuacji nauczania, na tym, aby ten proces trwał nieprzerwanie. Chcę być tu na miejscu, w Polsce, czasem poprowadzić jakiś warsztat. Być z ludźmi w ich praktyce, oddychać z nimi takim szeleszczącym oddechem, liczyć w Sanskrycie albo czasami żartem postraszyć, że będę sprawdzała, czy na pewno trzymają mula bandhę. Chcę dawać im dobre korekty, opowiadać inspirujące jogiczne bajki, otwierać głos mantrami i ragami przy shruti box. Nie mogę wyobrazić sobie praktyki, która mogłaby zaprowadzić człowieka dalej w życiu. Fizycznie, emocjonalnie, osobowościowo, towarzysko, duchowo. Co więcej, mam wrażenie, że Ashtanga przyspiesza wszystkie procesy, poczynając od tego, że akurat tu najszybciej wyrabia się kondycja fizyczna.
Zrozumienie metody Ashtangi daje świadomość, że mówienie o niej jest nie lada wyczynem oraz, że droga jest długa i prowadzi daleko. Zamiast mówić, lepiej ćwiczyć i czuć. Pozwolić innym, aby samodzielnie budowali swoje własne jogiczne doświadczenie. U Kino Macgregor wyczytałam ostatnio, że Pattabhi Jois mówił, że praktyka jogi przynosi owoce dopiero po jednym w pełni przeżytym jogicznym życiu. Może to wywoływać bunt i zniechęcenie. Albo pozwala wziąć głęboki oddech i odprężyć się w świecie deadlinów i zadań, które miały być zrobione na wczoraj. Sukcesem jest droga. Sama w sobie. A takim mniejszym, który może pozytywnie zaczarować cały dzień poranna wiadomość na messengerze, że ktoś dziękuje, bo zajęcia poprzedniego wieczoru były zajefajne.

Ania Chomczyk
ania@bosonamacie.ple-mail: ania()bosonamacie.pl
Ćwiczę jogę od ponad 20 lat. Przez lata regularnie podróżowałam do Indii, aby poznawać ten niesamowity kraj oraz uczyć się jogi u źródła. Nadal kontynuuję moje jogiczne studia pod okiem najlepszych nauczycieli na świecie.
Studiowałam amerykanistykę na UW, a w 2016 r. na Uniwersytecie SWPS (kulturoznawstwo) obroniłam doktorat dotyczący jogi.
Pobieram lekcje klasycznego śpiewu Karnataki u Ranjini Koushik. Chętnie maluję i w styczniu 2021 r. zostałam certyfikowaną nauczycielką malarstwa intuicyjnego, Vedic art. Obecnie poszerzam moje kompetencje o terapię mięśni dna miednicy wg metody Bebo. Kocham Himalaje. Jestem mamą małego Felixa.
Joginka w podróży
Facebook: Joginka w podróży
Instagram: Joginka w podróży