Rozpraszacze
15/08/2017
Czy masz „swoje” miejsce w „swojej” szkole jogi? Ja mam. W drugim rzędzie przy oknie. Zwykle jestem pierwsza, więc jest wolne. A jak nie jestem pierwsza, przychodzę zaraz po Marku (który też ma swoje miejsce, inne), Monice (ma inne), Przemku (ma inne). Ale gdy zmienia mi się plan dnia i sala jest już pełna, gdy wchodzę – „moje” miejsce bywa zajęte. Co wtedy robię? Nic. Rozkładam matę, gdzie mogę. A ty co robisz, gdy twoje miejsce jest zajęte?
Są takie dni, a dla niektórych pewnie codziennie jest taki dzień, że drobiazg może nas wyprowadzić ze stanu Zen i utrudnić praktykę. „Moje” miejsce zajęte. Za ciepło. Plama słońca. Za głośna muzyka. Zastępstwo, o którym nie wiedziałam. Włożyłam dzisiaj długie spodnie, a powinnam była krótkie. Obok mnie rozłożył matę chłopak, który strasznie głośno oddycha. A dziewczyna po lewej dziwnie pachnie. I na paznokciu małego palca ma taką dziwną plamkę…
Znasz to? Ja znam. Niespokojny umysł i niebardzo pilne ciało, jak już wygram z nimi debatę poranną, że jednak wstajemy i idziemy, potem w trakcie praktyki potrafią dać o sobie znać. Jak niegrzeczne bliźniaki, które próbują zwrócić uwagę na siebie i odwrócić od najważniejszego: od jogi.
Przez lata praktyki nauczyłam się z tym radzić. Moje rebelianckie bliźniaki traktują z czułością, ale jednak konsekwentnie stawiam na swoim. Staram się. Ale że różnie bywało, z empatią patrzę, jak inni jeszcze walczą. Czasem ktoś prosi o zamknięcie okna, zapalenia światła, ściszenie muzyki, wkłada kolczyki, zdejmuje, poprawia sobie włosy. A czasem nawet z tego powodu (właściwie nie wiadomo, jakiego, może chodzi o włosy, a może kolor maty sąsiada…), wychodzi z zajęć.
Rzadko kiedy to komentuję, bo wiem, jak jest. Nie jest łatwo. Joga to praca nad sobą. Joga to nauka koncentracji. Joga to oddalenia i powroty do stanu wewnętrznej harmonii. Joga to szukanie i gubienie punktu drishti. OK. Po latach poprawiania włosów i uciekania wzrokiem na matę sąsiada, nauczyłam się… nie, nie totalnego skupienia, nauczyłam się wracać. Za każdym razem, kiedy coś mi przeszkadza – wracam do praktyki. Jest tysiąc powodów, które mogą mnie rozproszyć i co najmniej kilka, które pomagają mi się skupić. Jeden z nich to moja mata (sama wybrałam kolor). Moje drishti. Mój oddech. Zdjęcie guru na ścianie. A co do reszty? Zadaję sobie pytanie, czy to co mnie rozprasza nie może zrobić na odwrót? I odkrywam, że może. Sprzyjać koncentracji, pogłębiać praktykę.
Zamiast wkurzać na sąsiada, cieszę się, że przyszedł i generuje dobrą energię. Cieszę się, że jest ciepło, gdy jest ciepło i gdy muzyka, gdy muzyka. Cieszę się, gdy „moje” miejsce zajęte, bo w nowym odkryję coś nowego, większy kawałek świata. Tak samo z nowym nauczycielem i każdym nowym dźwiękiem – umawiam się sama ze sobą, że to są te elementy, które wprawiają mnie w stan skupienia.
W końcu umysł jest elastyczny. Ciało też. Bliźniaki łatwo jest zająć zabawą. A na jodze i tak bywa trudno, więc po co jeszcze sobie utrudniać przekonaniem, że musi być „jakoś”. Że trzeba praktykować w jakimś konkretnym miejscu i konkretnych okolicznościach. Trzeba praktykować. I już. Proste.

Agnieszka Passendorfer
aga.passendorfer@gmail.comPraktykuje i uczy w Yoga Republic. Kocha czytać i pisać. Autorka książek „13 lekcji jogi”, „10 lekcji jogi. Jamy i nijamy w codziennym życiu”, „13 lekcji miłości” i "Czakry". Współzałożycielka platformy
Omline.Expert. Stara się być dobrą mamą, partnerką, przyjaciółką, nauczycielką i uczennicą.