Wymiana
29/06/2017
Gdy woda przestaje płynąć, przestaje być żywa. Zalęgają się w niej glony. Szansa, aby coś kreatywnego zadziało się w takim bagienku są raczej znikome. Aby wzrastać potrzebujemy nieustannego ruchu, inspiracji, wymiany. Przepływu lub flow. Potrzebujemy gdzieś pojechać i coś zobaczyć. Posłuchać, co ktoś ma do powiedzenia, pooddychać innym powietrzem, postawić stopy na innej ziemi. Pewnie też dlatego ciągle jestem w drodze i nawet w Polsce moje ADHD daje o sobie znać, a moja energia znajduje ujście w ruchu. W pociągu, w drodze. Na Dniu Jogi na Polu Mokotowskim lub na Halfwayu, gdzie muzyka poruszyła wszystkie moje wewnętrzne struny.
Mam wrażenie, że nasz rozwój opiera się na wymianie energetycznej, która zachodzi w dwie (lub więcej) stron. Na dawaniu i braniu. Bez kontekstu innych osób przepływu nie będzie. To jest jeden z moich najważniejszych wniosków po Dniu Jogi, a dokładnie po spotkaniu „Joga na stres”, w którym uczestniczyłam razem z Agnieszką Passendorfer, Przemkiem Nadolnym i Markiem Łaskawcem. To niezwykle fascynujące, że do tego samego tematu jesteśmy w stanie podejść zupełnie inaczej, z zupełnie innego poziomu własnego doświadczenia, kreatywności i uważności. Jakie to było karmiące! Świeża energia wpuszczona do mojego krwiobiegu, nowe światło na tą samą starą fabułę, która, jak się okazuje, wcale się nie opatrzyła i nadal można powiedzieć dużo ciekawego na ten temat. Poza tym Marek zadawał stymulujące intelektualnie pytania, kto był to sam wie.
Dalaj lama kiedyś mówił o tym, że dawniej raz w roku Tybetańczycy udawali się na pielgrzymkę. Szli pieszo nawet trzy miesiące do Lhasy, a gdy udało im się zobaczyć Potalę, płakali ze wzruszenia. Płakali jeszcze bardziej, gdy udało im się zobaczyć Dalaj lamę. I dlatego dobrze czasem pojechać na retreat, na warsztat, spotykać się z nowymi ludźmi. To zawsze mobilizuje, przewietrza głowę, dodaje wiatru w żagle. dzięki temu jesteśmy w stanie dać więcej innym. Wymiana trwa i nie ustaje…
Wychodzenie poza społeczność, gdzie normą jest wstawanie bladym świtem, aby wylać hektolitr potu na macie na dzień dobry, by potem pojechać rowerem na wegańskie śniadanie na bazie kaszy jaglanej popijane kawę fair trade również może być odżywcze i ważne. O wychodzeniu z yoga bubble pisała zresztą ostatnio Agnieszka (naszymi blogami również się wzajemnie aktywizujemy). Ja, dla odmiany, byłam na imprezie programistów. Było barbecue, było dużo piwa i dużo rozmów, z których nic nie rozumiałam. Kolega wywalczył mi wegetariańskiego burgera z białą glutenową bułką, i w sumie było fajnie. Inaczej. Byłam też na dyskotece. Do tańca prosili mnie mężczyźni, którzy znali kroki, robili mi obroty i różne inne wygibasy. To było również mocne wyjście poza strefę komfortu, w szczególności, że przez lata moją taneczną rzeczywistością było 5 rytmów, movement medicine, taniec brzucha, hula i krótko samba, ewentualnie koncerty reggae. Jogiczny samotnik-indywidualista przywykły do wsłuchiwania się w swoją wewnętrzną przestrzeń nagle musi się poddać, być prowadzona i wejść w dialog-wymianę z drugim człowiekiem, który zwyczajnie chce się dobrze bawić. I… jest zajefajnie. I do rytmów Calvina Harrisa też można się dobrze bawić.
Szok. Na ile jestem elastyczna, i na ile potrafię funkcjonować w świecie, gdzie są jeszcze ludzie, którzy nie segregują śmieci, obrona Puszczy nie spędza im snu z powiek, a kapotasana nie jest priorytetem w ich codziennym grafiku (ani noworocznym postanowieniem). Chyba umiem. I jestem ciekawa tych wersji wszechświata. To poszerza mi horyzont. Ale po tej wymianie lubię wrócić do swoich kręgów spędzając popołudnie rozmawiając z koleżanką o tym, po jakim czasie joga twarzy z „Happy uroda” Kasi Bem przynosi efekty oraz czy takie naturalne kremy robione w domu cokolwiek dają, czy może wszystkie nas czeka botox… Albo, że chciałabym się porządnie zająć skokami ze spadochronem. Albo, że terapeuta wierzy we mnie bardziej niż ja sama i ciekawe, czy ma rację, czy po prostu ma taki job…

Ania Chomczyk
ania@bosonamacie.ple-mail: ania()bosonamacie.pl
Ćwiczę jogę od ponad 20 lat. Przez lata regularnie podróżowałam do Indii, aby poznawać ten niesamowity kraj oraz uczyć się jogi u źródła. Nadal kontynuuję moje jogiczne studia pod okiem najlepszych nauczycieli na świecie.
Studiowałam amerykanistykę na UW, a w 2016 r. na Uniwersytecie SWPS (kulturoznawstwo) obroniłam doktorat dotyczący jogi.
Pobieram lekcje klasycznego śpiewu Karnataki u Ranjini Koushik. Chętnie maluję i w styczniu 2021 r. zostałam certyfikowaną nauczycielką malarstwa intuicyjnego, Vedic art. Obecnie poszerzam moje kompetencje o terapię mięśni dna miednicy wg metody Bebo. Kocham Himalaje. Jestem mamą małego Felixa.
Joginka w podróży
Facebook: Joginka w podróży
Instagram: Joginka w podróży