Zrezygnowanie
6/06/2017
„Joga daje czas, nie zabiera” – powtarzam wszystkim, którzy marudzą, że nie mogą tak często jakby chcieli. I naprawdę tak uważam. Jedna czy dwie godziny praktyki dziennie, nawet z dojazdem do szkoły, przebraniem się itp. to nie jest czas, który trzeba sobie wygenerować z codziennych obowiązków. Dzięki jodze nie dość, że zaczęłam mniej spać (więc dzień się wydłużył), to jeszcze zaczęłam być bardziej skuteczna, skoncentrowana i spokojna. Dzięki temu funkcjonowanie w pracy, z rodziną, w urzędach, pilnowanie panów od remontu, szczepienie dziecka, obcinanie pazurów kotu itp… stało się prostsze i szybsze.
Ale to tylko jeden aspekt sprawy. Drugi – że jednak z czegoś trzeba zrezygnować, kiedy się praktykuje. Pewnie z pospania dłużej rano albo z celebrowania śniadania albo z popołudniowego chilloutu z ulubionym serialem. Bo choć czasu i energii z jogą robi się więcej, to joga jednak jest wyborem. A jeśli ktoś jest osobą podobną do mnie, która wybór wprawdzie lubi, ale bardzo nie lubi rezygnować z czegoś, co wybrała – to jest problem. Bo ja lubię dużo. Mam lekkie ADHD i spory niedosyt, gdy nie mogę zrobić wszystkiego, co chcę. Bo lubię celebrować własnoręcznie przyrządzone śniadanie i praktykować rano, a czasem się nie da tego pogodzić. Bo lubię i jogę, i salsę, i biegać, i pływać, i jeździć konno, i wspinać się, ale jak to wszystko zmieścić w tygodniowym kalendarzu? Bo lubię ashtangę, ale też vinyasa flow, czasem chciałabym iść na bikram, a i po kundalini dobrze się czułam – jednak w pewnym momencie trzeba się zdecydować na jedną metodę, praktykować ją regularnie i jej efektów doświadczać.
Stopniowo uczę się wybierać i nie rozpaczać, że coś muszę zostawić innym. Uczę się tego między innymi dzięki jodze. To jest piąta yama, aparigraha. Umiar. Nieposiadanie tego, czego nie potrzebujemy. Niepożądanie tego, czego mieć nie musimy. Mówiąc po chrześcijańsku – nie popełnianie grzechu chciwości.
W świecie, w którym mamy tyle opcji, w którym reklamy, menu w restauracji, półki sklepowe, wyszukiwarki na allegro, Tinder i AppStore kuszą nas milionem możliwości – trudno jest trzymać się od tego grzechu z daleka, trudno jest przestrzegać piątej yamy. A jest to konieczne, bo naprawdę, naprawdę nie możemy mieć wszystkiego. Taki dysonans.
Cieszę się więc, że mam jogę, która pomaga mi ogarnąć żal po tym, czego mieć nie mogę. Pozwala mi zachować względne Zen, gdy dociera do mnie, że nie wszystko zrobię, nie wszystko będę miała, nie wszystkiego spróbuję. Nie wszędzie pojadę, nie wszystko zobaczę, nie z każdym porozmawiam.
Ale to względne Zen mam właśnie dlatego, że wybrałam poranną praktykę ashtangi. I z czegoś zrezygnowałam. Z celebrowania śniadań. I z seriali. I z śpiewania mantr na kundalini.
Dlatego nadal powtarzam tym, co marudzą, że nie wygenerują dwóch godzin, że joga daje czas, a nie zabiera. Ale dodaję też, że nie można mieć wszystkiego. Że raz na jakiś czas trzeba zresetować priorytety i pogodzić z tym, że nie możemy mieć wszystkiego.

Agnieszka Passendorfer
aga.passendorfer@gmail.comPraktykuje i uczy w Yoga Republic. Kocha czytać i pisać. Autorka książek „13 lekcji jogi”, „10 lekcji jogi. Jamy i nijamy w codziennym życiu”, „13 lekcji miłości” i "Czakry". Współzałożycielka platformy
Omline.Expert. Stara się być dobrą mamą, partnerką, przyjaciółką, nauczycielką i uczennicą.