Bajka czy bootcamp?
25/05/2017
Przeżyłam. Tym konkretnym stwierdzeniem mogę podsumować mój ostatni wyjazd oraz udział w kolejnym kursie nauczycielskim. O tym kursie marzyłam już od dawna, 300 godzin, druga seria Ashtangi u nauczyciela, który ma najbardziej niezwykłą energię i korekty z jakimi się spotkałam. Czuję potrzebę dalszego rozwoju w jodze i planując to szkolenie myślałam zarówno o praktyce własnej, jak i o tym, abym mogła popchnąć w rozwoju moich uczniów. Wyjeżdżając w grudniu z Mysore miałam ogromny niedosyt. A teraz, po prawie 6 bardzo intensywnych tygodniach z jogą od świtu do zmierzchu czuję, że dostałam pracę domową na około pół roku.
Joga w Indiach może brzmieć jak bajka, choć bajką jest i nie jest.
*
Siedzimy z Antonio nad kawą i narzekamy. Antonio poznałam jesienią w Mysore i był tam jednym z moich najbliższych przyjaciół, razem z Jarkiem z USA oraz Grace z Korei stworzyliśmy fajną medytacyjną grupę, w której spotykaliśmy się wieczorami na wspólne siedzenie, a w ciągu dnia każdy z nas pracował na komputerze w tej samej kawiarni. Tak więc siedzimy z Antonio, pijemy cappuccino z mlekiem sojowym i narzekamy. Obydwoje pamiętamy Riszikesz sprzed kilku lat. Woda w Gangesie była czysta, tam, gdzie dziś stoją hotele były domki z kupy krowiej. Cicho, spokojnie i tanio. Dziś jest głośno (Hindusi trąbią wszystkim do nieprzytomności), tłoczno, brudno i drogo. Obydwoje mamy dość tego, że każdy ciągle chce z nami zdjęcie (ja mam dość bardziej). Obydwoje mamy dość tego, że lokalsi postrzegają nas jako chodzące bankomaty, za wiele rzeczy płacimy potrójnie i dlatego w kontaktach międzyludzkich trudno jest się nam rozluźnić. Bo nie wiem, kiedy ktoś jest przyjazny, ponieważ jest przyjazny, czy jest przyjazny, bo ma swój lisi plan, aby coś mi sprzedać. No i faceci dają w kość, ale to już zupełnie inny temat.
Sam mój kurs jest intensywny. Wstaję o 4:30, pierwsze zajęcia mam o 5:15, i tak z dwiema przerwami do 21:00. Jestem przemęczona, w przerwach każdy śpi. Ręka, noga, nos na ścianie. Zajęcia są fantastyczne i uczę się bardzo dużo, natomiast jest tego za dużo, abym mogła to przetworzyć. Będę przetwarzać długo po kursie. Nie wiem, czy to praktyka zabiera mnie tak mocno do wewnątrz, czy po prostu jestem smutna i tracę kontakt z samą sobą, a moja barwna osobowość sublimuje się za bardzo w obliczu jogi. Czuję się osowiała, stara i bez życia. Odżywam, gdy czasem urywamy się z Ryanem na wagary. Odżywam raz w tygodniu, gdy mamy dzień wolny. Odżywam w kontaktach, gdzie nie rozmawia się o jodze (bo: ile można?) i mam swój fun w nowych przyjaźniach, głównie z osobami spoza kursu. Na przykład, gdy poszliśmy nad rzekę robić zdjęcia i zerwała się potężna burza piaskowa. Wpatrzyłam małą jaskinkę, w której ratowaliśmy życie, i która, jak zauważył Michael – okazała się kartonowa. Om. Welcome to India.
*
Zakochałam się w metodzie Ashtanga jogi po raz kolejny. Zakochałam się w programie Mysore, w tym, że wchodzę na matę sama i jestem tam sama ze sobą. Nikt mi nie mówi, co mam robić. Za każdym razem, gdy widzę nauczyciela zmierzającego w moją stronę na shali wiem, że będzie bolało. Ale też wreszcie czuję progres w praktyce (już kiedyś pisałam o tym, że I practiced, but nothing the hell was coming) oraz, że jego intensywne korekty uzdrawiają mój kręgosłup. Powoli rozpracowuję kolejne asany. Cieszy mnie każdy drobny sukces, a nareszcie jest ich sporo. Cieszy mnie perspektywa, że jeszcze długa droga przede mną. Że mi się uda. Druga seria całkowicie odświeża mój umysł, daje zastrzyk energii, jest wyzwaniem. Na ten moment karandavasana zdaje się być poza moim zasięgiem, a trudne stania na głowie z końcówki serii miażdżą mi szyję. Jeszcze nie ten czas… Cudownie.

Ania Chomczyk
ania@bosonamacie.ple-mail: ania()bosonamacie.pl
Ćwiczę jogę od ponad 20 lat. Przez lata regularnie podróżowałam do Indii, aby poznawać ten niesamowity kraj oraz uczyć się jogi u źródła. Nadal kontynuuję moje jogiczne studia pod okiem najlepszych nauczycieli na świecie.
Studiowałam amerykanistykę na UW, a w 2016 r. na Uniwersytecie SWPS (kulturoznawstwo) obroniłam doktorat dotyczący jogi.
Pobieram lekcje klasycznego śpiewu Karnataki u Ranjini Koushik. Chętnie maluję i w styczniu 2021 r. zostałam certyfikowaną nauczycielką malarstwa intuicyjnego, Vedic art. Obecnie poszerzam moje kompetencje o terapię mięśni dna miednicy wg metody Bebo. Kocham Himalaje. Jestem mamą małego Felixa.
Joginka w podróży
Facebook: Joginka w podróży
Instagram: Joginka w podróży