
Czy jogini są mądrzy i dobrzy?
Czy jogini są mądrzy i dobrzy?
„Lepiej być mądrym, dobrym czy pięknym?” – pytała Ania z Zielonego Wzgórza albo Ania z Zielonych Szczytów, zgodnie z najnowszym tłumaczeniem powieści Lucy Maud Montgomery. Były tam jeszcze jakieś przysłówki. Być może niezwykle mądrym, anielsko dobrym i zniewalająco pięknym? Nie pamiętam. Pamiętam natomiast, że moja koleżanka – w czasach, gdy byłyśmy na poziomie czytania tego typu lektur – też mi zadała to pytanie. Ale zanim zdążyłam odpowiedzieć, ona podzieliła się ze mną swoją wątpliwością: „Zastanawiam się nad mądrą i piękną, bo bycie dobrą jest bez sensu.”
Wąż czy jagody?
Czy na pewno bez sensu? I czy nie można mieć wszystkich tych trzech cech. Albo przynajmniej dwóch? Ten dialog kilkuletnich dziewczynek wrócił do mnie, gdy słuchałam podcastu Marty Niedźwieckiej „O Zmierzchu” – „Jak głupiejemy od stresu” odcinka poświęconego temu, jak stres wpływa na naszą inteligencję i dobroć. O urodzie nic nie było. Ale można się domyślić, że wpływa źle. Źle wpływa także na inteligencję i dobroć. Zacznijmy od dobroci.
Pod wpływem stresu, prawdziwego stresu, co podkreśla psychiatra Marta Niedźwiecka (nie takiego, że stoimy w korku albo chwilowo zabrakło stolików w naszym ulubionym ramen barze) czujemy się zagrożeni.
Z natury jesteśmy dość lękowi. Kiedyś, w czasach jaskiniowych, okazji do tego byśmy stracili życie było znacznie więcej niż teraz, nasz mózg wyczulony jest więc na sygnały, które zwiastują niebezpieczeństwo. Ewolucja sprawiła, że raczej jesteśmy pesymistami niż optymistami czy luzakami. Szelest w krzakach przywołuje nam na myśl jadowitego węża, a nie współziomka, który sunie ku nam z koszykiem jagód.
No i dobrze. Właśnie dzięki temu przetrwaliśmy, jako gatunek, że byliśmy nieufni, wszystkiego się baliśmy i wszędzie wietrzyliśmy spisek. Niedobrze, że nasze oprogramowanie jeszcze nie zdążyło się zmienić. Niemal każde zagrożenie nasz mózg, na poziomie biologii, hormonów, reakcji ciała, odbiera jako zagrożenie życia.
Co trzy mózgi to nie jeden
W tym poczuciu zagrożenia decydujący głos ma nasz najstarszy mózg. Najstarszy? Według teorii Paula MacLeana, lekarza zajmującego się neurobiologią, psychiatrią i psychologią, mamy tak naprawdę trzy mózgi – gadzi (najstarszy, zwany też instynktownym), ssaczy (zwany też małpim i emocjonalnym, wykształcił się później) i myślący (najmłodszy, ludzki, racjonalny). Niby pracują wszystkie trzy, ale zależnie od okoliczności, jeden z tych mózgów obejmuje dowodzenie.
Gdy wchodzi w grę zagrożenie – działamy zgodnie z tym, co wymyśli gadzi, instynktowny. Czasami do głosu dochodzi też mózg ssaczy, emocjonalny, ale ten racjonalny ma marne szanse się przebić.
Włącza się mechanizm: uciekaj, walcz albo nie ruszaj się, ale włącza się też egoizm. W sytuacji niebezpiecznej myślimy o sobie. Czasem jeszcze o najbliższych, ale często nawet i o nich nie. Nasz altruizm, zasady etyczne, głoszone w czasach pokoju, przestają istnieć. W dodatku – jesteśmy w stanie doskonale sobie wytłumaczyć, dlaczego akurat teraz zrobiliśmy od nich wyjątek i nakablowaliśmy na kolegę z biurka obok (bo np. chcieliśmy zachować stołek, bo kredyt we frankach, dzieci etc) lub dlaczego daliśmy łapówkę lekarzowi, żeby przyjął nas bez kolejki na operację (przecież wszyscy tak robią…).
Równia pochyła
Ale nie dość, że pod wpływem stresu stajemy się egoistami, to jeszcze pod wpływem stresu głupiejemy. Naprawdę. To mit, twierdzi Niedźwiecka, że stres wyzwala w nas pokłady kreatywności. Potwierdza to też Jarosław Gibas w swoim mini wykładzie „Pętla utraty intelektu”. I opowiada o badaniu, w którym z dwóch grup ludzi, jedną poddaną silnemu stresowi, drugą nie. Obie grupy potem rozwiązywały stosunkowo proste zadanie matematyczne. Pierwsza robiła je wolniej i częściej się myliła. Pewnie dlatego, że w czasie stresu włączył im się mózg gadzi, a ten racjonalny nie miał siły przebicia.
A jeśli pozostajemy w stanie stresu długo – głupiejemy na dobre. Nasz poziom inteligencji spada. Nasze zdolności poznawcze są pożałowania godne. Nie jesteśmy w stanie ani skutecznie przyswajać nowych informacji, ani łączyć kropek, czyli korzystać z tych zasobów, które już mamy. Nie umiemy ani nawet skupić się na nieco bardziej ambitnej książce czy filmie czy blogu. Kończymy na pomponiku (nie obrażając pomponika), gazetach z dużą ilością obrazków i spotkaniach towarzyskich, na których tematy nie wykraczają ponad obgadywanie tych znajomych, którzy nie przyszli. W stresie nie używamy prawie naszego najmłodszego mózgu – rozumnego, a czego nie używamy, to zanika.
Wyścig szczurów
Ale jest jeszcze trzecia rzecz, którą robi z nami stres. Sprawia, że stajemy się agresywni. Każdy z nas ma swoje sposoby na regulację emocji i radzenie sobie z napięciem. Jedni biegają, inni jedzą słodycze, piją alkohol, płaczą do słuchawki przyjaciółce, idą na jogę czy medytują. Jednak najskuteczniejszym, podobno, sposobem obniżenia napięcia spowodowanego stresem jest jakiś akt agresji. To znów wysłuchałam o Niedźwieckiej. Badanie na szczurach wykazało, że te, które pod wpływem stresu urządziły łomot drugiemu szczurkowi, uspokajały się znacznie szybciej niż te, które na przykład biegały w kółko czy obgryzały klatkę. No i znacznie częściej – to znów badania, nie tylko stereotyp – agresją stres rozładowują osobniki męskie.
To pod wpływem stresu (wywołanego epidemią, inflacją, etc) piszemy te agresywne, atakujące i… głupie komentarze w internecie. To pod wpływem stresu często kłócimy się i strzelamy fochy, które są nieadekwatne do sytuacji, urągają naszej inteligencji i stoją w sprzeczności z wartościami, które głosimy.
Zdrowy dystans
Wniosek? Pod wpływem stresu stajemy się źli, głupi i agresywni. I pewnie brzydcy też, bo na pewno znajdą się jakieś badania, które potwierdzą, że stres sprzyja starzeniu, tyciu, chudnięciu, obgryzaniu paznokci, marszczeniu się i łysieniu. Ale sprawy urody zostawmy Ani z Zielonego Wzgórza. Skupmy się na pozostałych. I na jodze.
Dlaczego na jodze? Bo jednym z efektów jogi jest lepsze menedżerowanie stresem. Dłuższy zapłon. Niereagowanie, a przynajmniej nie reagowanie od razu na to, co nam się przytrafia. Dzięki temu niereagowaniu, nasz gadzi mózg wprawdzie coś tam nam podpowiada, ale dajemy szansę mózgowi emocjonalnemu i racjonalnemu, by też doszedł do głosu. Zanim zaleje nas fala gniewu i chwycimy kij bejsbolowy, butelkę wódki, odpowiemy na mejla czy zrobimy krzywdę samym sobie jakimś autodestrukcyjnym zachowaniem (ostatnio z przykrością dowiedziałam się, jak wielu ludzi się tnie lub ma zaburzenia odżywiania), nasz najmłodszy mózg uświadomi nas, co NAPRAWDĘ się stało i jakie jest skuteczne wyjście z sytuacji. I nigdy nie jest nim danie po głowie drugiemu szczurowi (korporacyjnemu), nakrzyczenie na dziecko czy porysowanie samochodu swojemu/swojej eks. Każda z tych czynności wiąże się bowiem z nieprzyjemnymi konsekwencjami i żadna nie rozwiązuje problemu.
Dyskusja z małpami
Joga daje dystans. Dystans pozwala nam sobie przypomnieć, jakie są nasze priorytety, w jakie wartości wierzymy i jakie mamy możliwości wyjścia z trudnej sytuacji.
Czy na pewno dystans? Przecież Patandżali pisał w pierwszej Jogasutrze o zatrzymaniu poruszeń umysłu, że to jest głównym celem jogi. Tak, i jestem pewna, że miał na myśli gadzi i małpi umysł. Jego trzeba zatrzymać, żeby ten racjonalny mógł się przebić ze swoim komunikatem. Wprawdzie teoria MacLeana powstała w 1990 roku, długo po śmierci Patandżalego, ale jestem pewna, że guru coś przeczuwał z tymi mózgami. Małpimi myślami nazywane są też w buddyzmie te myśli, które chcemy uspokoić medytacją. Normalnie przeskakują jak małpy z drzewa na drzewo, z gałęzi na gałąź, z tematu na temat. Pod wpływem medytacji znajdują spokój.
Dzięki medytacji a także dzięki jodze asan możemy więc zapomnieć o dylemacie Ani z Zielonego Wzgórza bądź Zielonych Szczytów. Być dobrzy i mądrzy, mimo że świat nie jest idealny. Co więcej – nie musimy się takimi stawać. Wystarczy, że nimi pozostaniemy nimi w każdej sytuacji, także stresowej. Nie daj się ogłupić, nie daj się sprowokować. Rób jogę.
Skoro już tu jesteś...
...mamy do Ciebie prośbę. Coraz więcej osób czyta artykuły na portalu Bosonamacie.pl, znajduje tu także informacje o ciekawych warsztatach i wyjazdach.
Nasz portal działa na zasadach non-profit, nie jest firmą, ale efektem pracy i zaangażowania grupy pasjonatów.
Chcemy, by nasz portal pozostał otwarty dla wszystkich czytelników, bez konieczności wprowadzania opłat za dostęp do treści.
Dlatego zwracamy się do Ciebie z prośbą. Wesprzyj nas na Patronite! Nawet symboliczne 10 złotych miesięcznie pomoże nam tworzyć wartościowe treści i rozwijać portal.
Jeśli nasz artykuł był dla Ciebie pomocny, ciekawy lub po prostu lubisz to, co robimy – kliknij logo poniżej i dołącz do grona naszych patronów.
Każde wsparcie ma znaczenie. Dzięki Tobie możemy działać dalej!
Dziękujemy!