
Czym jest joga?

Czym jest joga? Czy jest związana z Indiami i Hinduizmem czy należy do nas wszystkich? Czy jest tradycyjna czy nowoczesna? Na zdjęciu Ania Chomczyk, nauczycielka jogi w Shanti Yoga Studio. Zdjęcie: Dustin Ellison
Czym jest joga i co stanowi o jej istocie? Gdzie leżą jej granice, poza którymi pewne praktyki czy ćwiczenia przestają być jogą? Jak zmieniała się definicja jogi przez stulecia i jak opisujemy jogę dzisiaj? Jak będzie wyglądała joga w przyszłości? Na te i inne pytania próbowali odpowiedzieć paneliści spotkania pt. „Czym jest joga?” , które odbyło się we wrześniu 2018 w Centrum Triyoga Londynie. W dyskusji udział wzięli znakomici badacze historii i współczesności jogi, filolodzy, socjolodzy i historycy, autorzy książek i wielu publikacji o jodze oraz praktykujący jogini. Poniżej prezentujemy obszerne skróty ich wypowiedzi na ten fascynujący temat. Całą dyskusją wysłuchać można po angielsku na stronie Triyoga – Nagranie w wersji angielskiej
(Śródtytuły, zdjęcia oraz komentarze pod zdjęciami pochodzą od redakcji BnM.
* * *
Wszystko zależy od kontekstu
Jason Birch
Często oczekuje się od badaczy jogi, że cokolwiek nie robią, czy czegokolwiek nie piszą, przyczyniają się jakoś do znalezienia odpowiedzi na pytanie „Czym jest joga?”. Pytanie to jest jednak złudnie proste, bo zakłada, że istnieje na nie równie prosta odpowiedź. Można oczywiście powiedzieć, że joga to taki zbiór psycho-somatycznych praktyk i teorii, które zostały wypracowane na przestrzeni ostatnich 2000 lat. Odpowiedzi tego typu wydają mi się nie do końca zadowalające. Jeżeli pozostajemy na takim poziomie ogólności, musimy przez kilka godzin tłumaczyć, na czym te psycho-somatyczne praktyki polegają. A potem trzeba jeszcze sporządzić listę wyjątków, które do takiego obrazu nie do końca pasują. Dlatego, kiedy pytają mnie o to, czym jest joga, zwykle odpowiadam: to zależy od kontekstu.
Odpowiedź taka sprawdza się dobrze z punktu widzenia badań, które właśnie prowadzę, bo mogę odwołać się do konkretnych tekstów, które kontekst taki stanowią. Mogę udzielić konkretnych odpowiedzi na bardziej szczegółowe pytania. Na przykład gdy ktoś zapyta mnie czym jest joga w Bhagavadgītā, mogę udzielić mu szczegółowej odpowiedzi. Podobnie jeśli ktoś spyta mnie o jogę według Patañjālego, mogę o niej opowiedzieć. Może moi paneliści się ze mną nie zgodzą, ale wydaje mi się, że podobnie jest z jogą współcześnie. Inaczej praktykuje i uczy się jogi na przykład w nowoczesnym studiu jogi lub w fitnessie, a inaczej w aśramie w Indiach.

Kryszna tłumaczy Ardźunie zasady jogi w słynnym dziele Bhagavadgītā. Zdjęcie – www.deccanchronicle.com
A zatem określenie kontekstu, w jakim definiujemy jogę jest bardzo pożyteczne. Z tego punktu widzenia można powiedzieć, że joga pojawia się często w kontekście zarówno soteriologicznym (tj. dotyczącym duchowego wyzwolenia), jak i nie-soteriologicznym. Każdy, kto czytał trochę o jodze, pewnie wie, że definicja sanskryckiego słowa „joga” w słowniku zajmuje zwykle najwięcej miejsca. Ważne są jednak nie tylko różne znaczenia nadawane słowu „joga”, ale także źródła, z których definicje te pochodzą.
Na przykład ze słownika możemy dowiedzieć się, że „joga” znaczy „mieszankę ziół”. W takim znaczeniu znajdziemy słowo joga użyte w Charaka Saṃhitā oraz Sushruta Saṃhitā, które są traktatami ajurwedyjskim, piszącymi o jodze w kontekście terapii ziołami. Dlatego wiele traktatów ajurwedyjskich ma w tytule słowo „joga”. Nawiasem mówiąc stwarza to spory problem dla badaczy, takich jak ja, którzy odwiedzają biblioteki w Indiach szukając tekstów o jodze, bo w katalogu często nie jest zaznaczone, o czym dane dzieło traktuje. Na poziomie katalogu nie dowiemy się na przykład czy Yogacintāmaṇi jest tekstem poświęconym jodze, czy jest to ajurwedyjski traktat o takim samym tytule. W słowniku znajdziemy także informacje, że np. w Mahābhārata „joga” może znaczyć wyposażanie armii. W jednych tekstach „joga” to tyle, co podstęp albo trik, w innych może oznaczać nabycie praw do własności. Te wszystkie teksty definiują jogę w kontekście nie-soteriologicznym, bo nie traktują o praktykach, których celem jest duchowe wyzwolenie. Nie mówiąc także o tych technikach, których uczymy się w szkołach jogi, które dotyczą praktyki asan, pranajamy czy medytacji.
Te definicje jogi, które nas interesują będą zatem miały charakter soteriologiczny i wywodzą się z różnych tradycji filozoficznych i religijnych, których celem miało być wyzwolenie się z łańcucha ziemskich wcieleń (saṃsāra), tradycyjnie wiązanego z nieuchronnym cierpieniem. W tym właśnie szeroko rozumianym kontekście joga jest zwykle metodą na osiągnięcie takiego właśnie wyzwolenia. W takim znaczeniu znajdujemy jogę na przykład u Patañjalego, który definiuje jogę jako cittavṛttinirodhaḥ, czyli wstrzymanie aktywności umysłu. Z kolejnej sutry dowiadujemy się natomiast, że jeśli stan taki osiągniemy puruṣa (czyli nasze duchowe „ja”) pozostaje w swojej naturze (svarūpe vasthānam), co z kolei utożsamiane jest ze stanem wyzwolenia (Kaivalya). W tym kontekście zatem „joga” oznacza pewien stan głębokiej medytacji, zwany Samādhi, poprzez który możemy osiągnąć wyzwolenie.
Innym, mniej już znanym tekstem, który definiuje jogę jako metodę osiągnięcia duchowego wyzwolenia jest Amanaska. W tekście tym znajdziemy definicję jogi określanej jako Rāja yoga. Dzieło to zaczyna się stwierdzeniem, że jego tematem jest joga królewska (rāja oznacza królewski), która jest celem innych rodzajów jogi, ponieważ dotyczy sposobu na osiągnięcie Samādhi i w rezultacie wyzwolenia. Jednak równocześnie w tekście znajdziemy jasne stwierdzenie, że Rāja yoga zawdzięcza swą nazwę temu, iż uczy sposobu dotarcia do swego prawdziwego „ja” (Paramātmāṇ), które jest jedynym, wiecznym królem. Jest to odwołanie do wątków, które znajdziemy w Upaniṣadach, gdzie atmāṇ określany jest jako król wszelkiego istnienia.
Termin joga używany jest również nie tylko na określenie pewnej metody, ale także celu, do którego dążymy. W tym znaczeniu występuje również u Patañjalego, gdzie w systemie Ashtanga Jogi Samādhi jest ósmym, finalnym członem jogi. Podobną definicję znajdziemy także u innych autorów, którzy uznają Samādhi za cel jogicznych praktyk. Termin joga występuje także w kontekście łączenia się, co wyraźnie widać w Dhātupāṭha Pāṇiniego. W słowie joga występuje bowiem morfem yuj (judż), oznaczający m.in. połączenie, ale także może być kojarzony z pojęciem Samādhi. Użycie słowa „joga” w znaczeniu „połączenie” znajdziemy również we wczesno śiwaistycznych tekstach, zaś Pāśupatitantra definiuje jednoznacznie jogę jako połączenie z bogiem.

Joga utożsamiana jest czasem ze stanem głębokiej medytacji. Na zdjęciu Aldona Filipiuk, nauczycielka jogi. Zdjęcie: Ewa Jaros
Takie rozumienie jogi jako połączenia, znajdziemy także w późniejszych tekstach tantrycznych i w Hatha Jodze. Na przykład Yogabīja definiuje jogę jako stan, w którym łączą się: prāṇāh (wdech) i apāna (wydech), energia słońca i księżyca, esencja pierwiastka męskiego i żeńskiego. Joga jest więc połączeniem przeciwieństw. Zresztą wiele definicji Samādhi także zawiera w sobie ideę połączenia indywidualnego „ja” z nadrzędnym „ja”, a więc to swoiste utożsamienie ma miejsce w stanie głębokiej medytacji. Można zatem zastanawiać się, czy – z punktu widzenia osoby praktykującej – różnica między jogą rozumianą jako Samādhi, a jogą rozumianą jako połączenie nie zaciera się i nie staje się jedynie semantyczna. W wielu tradycjach Samādhi jest utożsamiane wyzwoleniem, a to z kolei jest tożsame z połączeniem „ja” jednostkowego z „ja” nadrzędnym lub bogiem.
Z punktu widzenia odpowiedzi na pytanie czym jest joga, ważna wydaje się także pewne napięcie, które widzimy w wielu jogicznych tekstach, między trzema podejściami do realizacji celu jogi. Pierwsze podejście akcentuje mocno znaczenie praktyki (abhyāsa) Dla przykładu Dattātreyayogaśāstra stwierdza wręcz wprost, że zaangażowana praktyka jest warunkiem osiągnięcia celu. Podobne podejście odnaleźć można w Haṭhapradīpikā oraz wielu innych tekstach. Z tego punktu widzenia joga wymaga działania (praktyki asan, pranajamy, medytacji), bez którego nie da się osiągnąć celu, jakim jest wyzwolenie. Drugie podejście podkreśla znaczenie wiedzy (jñāna), która płynie ze studiowania Upaniṣad lub wsłuchiwania się w przekaz płynący ze strony oświeconego nauczyciela – guru. Takie podejście jest typowe dla Advaitavedānty i z jego punktu widzenia mozolne praktykowanie asan, pranajamy czy medytacji jest po prostu zbędne. Trzecie podejście do realizowania celu jogi opiera się na specjalnej relacji praktykującego z bogiem, jest więc dewocyjną jogą oddania. W tym przypadku przedmiotem medytacji jest istota boska, która jako wszechmocna i współczująca może wyzwolić oddającego jej cześć jogina. Taki rodzaj jogi promuje z pewnością Bhagavadgītā, która obiecuje, że osoba kierująca całą swą uwagę ku bogu może liczyć na jego dar łaski (prasāda).
Te trzy różne podejścia w jakimś stopniu sobie przeczą i znajdują swoje odbicie w różnych tradycjach filozoficznych i religijnych. Jednak między XVII a XVIII wiekiem następuje próba ich syntezy na gruncie Advaitavedānty. Przykładem takiej syntezy wielu jogicznych tradycji jest Yogacintāmaṇi, która czerpie zarówno z Upaniṣad, jak i Joga Sutr Patañjalego, Hatha Jogi oraz wielu innych, współczesnych jej nurtów myślenia. Na pytanie „Czym jest joga?” autor Yogacintāmaṇi odpowiada, że jest to pozbawione myśli (nirvikalpaḥ) Samādhi, co jest spójne z tradycją Wedanty. Jednak po tym wstępie Yogacintāmaṇi odwołuje się do Patañjalego i stwierdza, że w takim razie joga jest wstrzymaniem aktywności umysłu. W ten sposób typowe dla Advaitavedānty pojęcie nirvikalpaḥ Samādhi zostaje zrównane z kluczową dla Patañjalego koncepcją cittavṛttinirodhaḥ. Następnie autor Yogacintāmaṇi stwierdza, że ten stan zawieszenia aktywności umysłu osiąga się w drodze poznania (a więc wiedzy – jñāna) Brahmana, co jest ponownym nawiązaniem do filozofii Wedanty. Na koniec, odwołując się do tekstów puranicznych Yogacintāmaṇi konkluduje, że zatrzymanie aktywności umysłu osiąga się poprzez całkowite skupienie się na bogu (īśvara), co nawiązuje do nurtu jogi dewocyjnej. W tym samym tekście znajdziemy także odwołanie do koncepcji jogi, jaki połączenia przeciwieństw – np. wdechu i wydechu oraz jogi ośmioczłonowej (Ashtanga Joga), a także fizycznej praktyki asan.
* * *
Wielość podejść i definicji
Suzanne Newcombe
Moje badania są próbą połączenia perspektywy historycznej i socjologicznej. W socjologii wyróżnia się dwa rodzaje definicji. Zgodnie z definicją opisową badalibyśmy na przykład rozmaite sposoby użycia słowa „joga”. Z kolei definicja postulatywna próbowałaby odpowiedzieć na to, co to jest joga, miałby zatem charakter normatywny. Innym podejściem do definiowania jogi może być próba opisania jogi jako procesu – np. jako medytacji – albo poprzez jej skutek, czyli z punktu widzenia tego, co dzięki jodze można osiągnąć. Dla przykładu „krzesło” można zdefiniować jako coś, na czym można usiąść albo jako coś, co ma cztery nogi i oparcie. W pierwszym przypadku w definicji krzesła zmieści się klocek do jogi lub skrzynka, zaś w drugim artystyczne meble, które do siedzenia raczej się nie nadają. Definiowanie czegoś z punktu widzenia tego, czym to jest albo tego, czemu to coś służy, ma zatem duże znaczenie.
W moim badaniu zdecydowałam się przyjąć podejście opisowe. Analizowałam więc wszystko to, co nazywano jogą, nie starając się oceniać na czym joga polega. Pośród tych opisowych definicji znajdziemy wiele tych, o których wspomniał już mój przedmówca. Pojawiają się także nowe, szczególnie takie, które próbują odpowiedzieć na pytanie, czym joga nie jest. Kiedy robiłam wywiady z osobami praktykującymi jogę, często spotykałam się ze stwierdzeniem, że cieszą się one z mojego badania, bo daje to im szansę przedstawić ich własne, jedynie prawdziwe rozumienia terminu joga.
Istnieje oczywiście dosyć szeroki konsensus dotyczący tego, co mieści się w pojęciu joga. W nim mieścić się będą takie praktyki, jak asany, pranajama i medytacja. Istnieje również pewien margines, który budzi kontrowersje, np. zastosowanie seksu w praktykach jogicznych. Ernest Wood, autor wpływowej książki o jodze, pisał, że: „Joga to zintegrowany sposób życia, obejmujący całego człowieka – jego wymiar materialny, umysłowy, etyczny i duchowy – dzięki czemu każdy z tych poziomów służy pozostałym, co owocuje całkowitym dobrostanem i szczęściem”. To oczywiście bardzo ładnie powiedziane, choć różni się od historycznych definicji, zaprezentowanych przez Jasona Bircha. Z kolei Desmond Dunne próbuje przystosować historyczne definicje jogi do potrzeb współczesnego człowieka. Pisze on zatem, że „Joga jest receptą na długie, szczęśliwe życie, na całkowity relaks ciała i umysłu, na utrzymanie ciała w formie poprzez ćwiczenia fizyczne, na pozbycie się napięć nerwowych oraz na zarządzanie energią poprzez praktyki oddechowe”. Ta definicja wydaje się być bardziej użytkowa i pewnie zbieżna jest z naszymi oczekiwaniami, kiedy przychodzimy do szkoły jogi po raz pierwszy.

Jogę definiuje się czasem jako receptę na całkowity relaks ciała i umysłu. Na zdjęciu Ania Chomczyk, nauczycielka jogi w Shanti Yoga Studio. Zdjęcie: Barbara Rzepnicka
Nauczycielka jogi, Yogini Sinitta, definiuje jogę, jako metodę uzyskania całkowitego spokoju umysłu. Twierdzi ona, że osiągnięcie Samādhi nawet na jedną sekundę ma tak samo dobroczynne działanie, jak zdrowy 6-godzinny sen i można dzięki temu odmienić swoje życie. Niedawno natknęłam się także na definicję jogi autorstwa B.K.S. Iyengara, która chyba nie była dotychczas publikowana i znajduje się w jednej z wczesnych, roboczych wersji jego książki o pranajamie. W roku 1979 pisał tam: „Tak jak dobrze oszlifowany diament ma wiele płaszczyzn, z których każda odbija różny kolor światła, tak słowo ‘joga’ ma wiele płaszczyzn odbijających różne znaczenia, odzwierciedlające całą paletę ludzkich dążeń, mających na celu osiągnięcie wewnętrznego spokoju i trwałego szczęścia.” Definicja taka jest oczywiście bardzo piękna i poetycka, ale nie zawiera wiele treści. Po jej przytoczeniu Iyengar idzie więc w kierunku, który zaprezentował w końcowej fazie swego wystąpienia Jason Birch, a więc przytacza różne cytaty z różnych dzieł, które mają pokazać wielopłaszczyznowość jogi.
Zajmowałam się także związkiem między jogą, ajurwedą a praktykami, których celem jest osiągnięcie zdrowia i wydłużenie życia. Chodziło mi zwłaszcza o to, w jaki sposób asany i pranajamy mogą być stosowane jako instrumenty terapii. Takie terapeutyczne zastosowanie jogi spopularyzował Vivekanda i wydaje się nam ono oczywiste, ale jednocześnie nie ma jasności, w jaki dokładnie sposób jogę stosować w leczeniu. Natknęłam się na przykład na prowadzone 1949 roku badanie lokalnych praktyk leczniczych w Indiach, które opisywało stosowanie mantr w różnych terapiach. O znaczeniu jogi i jej energetycznego aspektu w leczeniu chorób mówił również Krishnamacharya.
Na koniec mamy także definicje jogi formułowane przez polityków z okazji Międzynarodowego Dnia Jogi. Według premiera Narendra Modi, „Joga to w zasadzie dyscyplina duchowa oparta na niezwykle subtelnej nauce, której celem jest osiągnięcie harmonii między ciałem a umysłem. Joga to bezcenny dar starożytnej indyjskiej tradycji. Zakłada jedność ciała i umysłu, myśli i działania, powściągliwości i spełnienia, harmonię między człowiekiem a naturą oraz holistyczne podejście do zdrowia. Joga nie polega na ćwiczeniach fizycznych, jej celem jest odnalezienie jedności z samym sobą, światem zewnętrznym i naturą. Poprzez zmianę naszego stylu życia i pobudzenie świadomości może pomóc nam w radzeniu sobie ze zmianami klimatycznymi.”
W wielu współczesnych badaniach nad jogą pojawia się dylemat czy jest ona religią, czy jest może świecka albo raczej związana z jakąś formą duchowości. Zatem każda z definicji jogi będzie jakoś musiała znaleźć swoje miejsce w ramach tego trójkąta. Oczywiście, nawet naukowcy, którzy z zasady starają się być obiektywni, także wywodzą się z danej kultury i są społecznie warunkowani. Pewnie nigdy zatem nie będziemy mieli do czynienia ze 100-procentowym obiektywizmem. Dobrze więc, rozmawiając o definicjach jogi, wiedzieć skąd dana osoba się wywodzi i jaką opcję ideową reprezentuje. Takie same praktyki można bowiem interpretować w sensie religijnym lub duchowym – np. soteriologicznym – jak i w sensie świeckim, przypisując im wymiar life-stylowy i terapeutyczny.
* * *
Hatha Joga – od ezoterycznych praktyk do mainstreamu
James Mallinson
Jason Birch bardzo dobrze pokazał, jak trudne może być zdefiniowanie jogi w oparciu o dawne teksty. To faktycznie bardzo skomplikowany temat. Będę starał się więc skupić na pokazaniu pewnego konsensusu dotyczącego tego, czym joga jest i jakim zmianom ulegał on przez wieki. Jason mówił o tym, jak termin „joga” może być rozumiany na różne sposoby – np. jako połączenie oraz jako skupienie uwagi. Jogę można również rozumieć jako cel praktyki, oraz drogę, która do tego celu prowadzi. Nie będę wiele mówił o jodze w znaczeniu celu, bo to byłoby bardziej domeną studiów religioznawczych. Skupię się bardziej na tym, jak joga rozumiana była jako praktyka.
Razem z Jasonem Birchem i Markiem Signletonem zaangażowani jesteśmy w przedsięwzięcie o nazwie „Hatha Yoga Project”. W tej nazwie „Hatha” zakłada pewne określone podejście do jogi, w którym przeważają fizyczne elementy praktyki. Oczywiście, zarówno w przeszłości jak i teraz można rozumieć ten termin na wiele sposobów. Po raz pierwszy termin „hatha yoga” pojawia się w IV wieku naszej ery w buddyjskim tekście Yogācārabhūmi, gdzie używa się go w kontekście użycia siły dla przeciwstawienia się pewnym naturalnym tendencjom. Czasem zastosowania terminu „hatha yoga” bywają dosyć ezoteryczne i związane z rytuałami buddyjskiego tantryzmu. W tym kontekście „hatha yoga” oznaczało na przykład powstrzymywanie się od ejakulacji podczas rytualnego aktu seksualnego. Potem termin ten pojawi się już w znaczeniu, które znane jest nam dzisiaj i opisuje praktyki jogi oparte na ćwiczeniach fizycznych. Z kolei z badań współczesnych antropologów wynika, że obecnie „hatha yoga” w Indiach często kojarzona jest z dosyć ekstremalnymi praktykami ascetycznymi, nazywanymi tapas. Widzimy więc, że nawet kiedy mówimy o samej hatha jodze, mamy do czynienia z szerokim wachlarzem znaczeń i warto o tym pamiętać.
Można powiedzieć, że od mniej więcej 1000 lat joga staje się coraz bardziej związana z praktyką fizyczną. Pierwszym znanym tekstem, który prezentuje takie podejście jest Amṛtasiddhi, która przedstawia trzy metody pracy z oddechem, mające na celu realizację celów jogi. Następnie pojawia się wiele różnych tekstów opisujących fizyczne praktyki, które wcześniej nie były znane. W okolicach XI wieku obserwujemy zasadniczą zmianę podejścia do praktyki i po raz pierwszy opisane zostają proste, niesiedzące asany. Mamy więc do czynienia z asanami, w których nie można pozostać przez dłuższy czas. Jogiczne pozycje przestają zatem być jedynie siedzące, które przyjmuje się do wielogodzinnych medytacji. Opisana na przykład zostaje pozycja pawia (mayūrāsana), zaś w jednym XI-wiecznych tekstów autorstwa Hemachandry, wywodzącego się z tradycji dżinizmu, pojawiają się uwagi na temat pozycji odwróconych. Mniej więcej 300 lat potem pozycje te zostają również przedstawione w formie graficznej. Z tego samego okresu pochodzi także wiele opisów praktyki mudr, których celem jest wywieranie wpływu na witalne funkcje organizmu. Niektóre z tych praktyk mają nawet charakter dynamiczny. Pojawiają się także techniki pracy z oddechem. W XV-wiecznej Haṭhapradīpikā można z kolei znaleźć opis technik oczyszczających ciało zwanych ṣaṭkarma.

Pierwszy opis pozycji odwróconych znajdziemy w XI-wiecznym dziele Hemachandry. Na zdjęciu Gabriela Mikołajczak, nauczycielka jogi w Yoga Republic. Zdjęcie: Kasia Sikorska
Przez następne 300 lat te wszystkie praktyki zostają włączone do głównego nurtu jogicznych praktyk. Jak wspominał Jason Birch, uczeni bramini dokonują kompilacji wcześniejszych tekstów, zaczynając pisać o fizycznej praktyce jogi w kontekście Advaitavedānty. Można powiedzieć zatem, że joga, która czasem bywała kontestowana, zostaje włączona do ortodoksyjnego Hinduizmu. W wieku XVIII i XIX asany stały się powszechnym elementem praktyki jogi, zaczęły występować w bardzo wielu wariantach i uległy skomplikowaniu. Przygotowało to grunt na spotkanie jogi z globalnym trendem dbałości o zdrowie i tężyznę fizyczną, który pojawił się w wieku XX-tym na Zachodzie.
Praktyka jogi w sensie fizycznym występuje również pośród współczesnych ascetów w Indiach, których określa się mianem yogirāja. Ich praktyka różni się jednak od tej, którą znamy na Zachodzie czy w indyjskich miastach. Po pierwsze, różny jest system przekazywania wiedzy. Guru uczy swojego ucznia bezpośrednio i najczęściej indywidualnie. Nie mamy więc do czynienia z grupowymi lekcjami jogi. Po drugie, uczeń angażuje się w intensywną praktykę w wieku kilkunastu lat i przebywa ze swoim guru dopóki nie opanuje wszystkich koniecznych technik. Następnie stosuje je jedynie od czasu do czasu, jako rodzaj praktyki korygującej.
Oczywiście joga staje się obecnie na świecie i w Indiach coraz bardziej fizyczna, co ma swój wpływ także na współczesnych joginów-ascetów w Indiach. Joga ulega ciągłym zmianom i pewnie będziemy mieli do czynienia z przyspieszeniem tego procesu. Nie tylko dlatego, że na świecie rośnie ciągle popularność ćwiczeń fizycznych i dbałości o zdrowie, ale również dlatego, że obecny rząd Indii promuje jogę, widząc w niej dar, jaki Indie mogą ofiarować światu oraz narzędzie budowania pozycji swego kraju.
* * *
Joga – czyli poszukiwanie samoświadomości wszechświata
Richard Rosen
Chciałbym zacząć od przeczytania wiersza. Tekst ten pochodzi z Rygwedy z mandali X-tej, hymn 129:
Niebyt nie istniał wtedy, ani byt nie istniał,
Nie było też przestworza i nieba u góry,
Co było w ruchu, w czyjej opiece?
Czym wody były, otchłanne, głębokie?
Była ciemność, ciemnością od początku okryte
Wszystko było jednym bez cech oceanem,
Zarodek bytu w pustkowiu zawarty
Stał się tym jednym mocą swego żaru.
Śmierć nie istniała wówczas, ani nieśmiertelność,
Pomiędzy dniem a nocą nie było rozłamu,
Przez własną moc to Jedno bez tchu oddychało
I nic innego nigdzie poza nim nie było.
Lecz oto żądza powstała z początku,
Stając się myśli najpierwszym wysiewem,
Związek bytu z niebytem wysiłkiem rozumu
Znaleźli wieszczowie, w swym sercu szukając.
Na wskroś przenika promień ich poznania –
Czy była ona w górze, czy była też w dole?
Byli dawcy zarodków, były sił potęgi,
Różnorodność w dole, u góry dążenie.
Ale kto wie to wszystko, kto mógłby powiedzieć,
Skąd się zrodziła, skąd jest ta wysnowa,
Bogowie się zjawili, gdy świat się wyłonił,
A więc kto może wiedzieć, skąd wszystko powstało?
(z sanskrytu przełożył Franciszek Michalski)
„Czym jest joga?” – pytanie to padało pewnie podczas niejednego panelu. Z pewnością udzielano na nie również wielu odpowiedzi – niektóre pewnie dawały się jakoś uzgodnić, inne wzajemnie się wykluczały. Taka poniekąd jest natura samej tradycji jogi. Zacząłem od tekstu z Rygwedy, w którym anonimowy autor zadaje pytanie, dlaczego coś raczej jest niż tego nie ma, czyli – innymi słowy – dlaczego wszechświat w ogóle istnieje? To jest pytanie o źródło samego istnienia. To wielkie pytanie, które nurtuje także joginów, bo w końcu – zgodnie z tradycją Hatha Jogi – każdy z nas jest kopią wszechświata, a więc to, co jest na zewnątrz w skali makro, istnieje w nas w skali mikro.
Tekst, który przytoczyłem wątpi, czy możemy w ogóle odpowiedzieć na pytanie o źródło istnienia. Pytanie o początek ginie zatem w mroku. Wielu uczonych joginów i mędrców próbowało na pytanie to odpowiedzieć. Byli także i tacy, którzy wątpili nawet w sens jego zadawania. Mówi się na przykład, że jeśli wszechświat jest wieczny, nie może mieć swego początku. Na potrzeby mojej wypowiedzi, chciałbym, żebyśmy zaakceptowali, że pytanie takie jest sensowne i że początek taki istniał.
Teoretycznie istnieją dwa scenariusze. Jeśli wszechświat jest zjawiskiem jednorazowym, był tylko jeden początek. Jeśli natomiast mamy do czynienia z nieskończoną serią powstających i ginących wszechświatów, nasz punkt widzenia jest perspektywą jednej klatki w niekończącym się filmowym dziele, każda klatka jest oddzielnym wszechświatem, a początek naszego świata jest tylko jednym z wielu takich niezliczonych początków. Nie musimy rozstrzygać o prawdziwości tych dwóch scenariuszy, ale wrócę do tego jeszcze pod koniec mojego wystąpienia.
Pewnie nie zgodzą się ze mną wyznawcy Wedanty i Buddyzmu, ale myślę, że otaczający nas świat nie jest iluzją, ale istnieje naprawdę. Przekonanie to ugruntowuje się we mnie za każdym razem, kiedy uszczypnę się w palec. Doznanie, które wtedy odczuwam zdecydowanie iluzją nie jest. Możemy się zastanawiać nad słowami cytowanego przeze mnie tekstu na temat tego, co istniało przed aktem stworzenia, a więc nad czasem zanim powstał sam czas. Paradoksalnie – nie było wówczas ani istnienia ani nieistnienia. Łatwiej zrozumieć, dlaczego nie było wówczas istnienia, skoro mówimy o czasach zanim świat zaczął istnieć. Dlaczego jednak nie było wówczas nieistnienia? Czy skoro mówimy o czasach zanim zaistniał czas, nie znaczy to, że nie było wtedy nic? Tyle tylko, że aby mówić sensownie o nicości, musimy mieć jakiś pojęcie o jej przeciwieństwie, czyli istnieniu, a tego przecież wtedy nie było.
To powiedziawszy, cytowany tekst wprowadza nowy, nieoczekiwany wątek. W pierwszych wersach czytamy, że wszystko było ciemnością spowitą w ciemność, a więc nic się nie działo i nie było niczego. Ale nagle autor tekstu ma dla nas niespodziankę. Stwierdza, że poza tą zasłoną ciemności istniało coś, co było potencjalnością. Autor nazywa to coś „tym Jednym”, co w tłumaczeniu angielskim pisane jest z dużej litery, aby podkreślić moc tego czegoś. Potem tekst staje się coraz ciekawszy. Wydaje się, że „to Jedno” miało potencjał energii ognia, a więc i światła. Mam wrażenie, że ten ogień mógł być pierwszym przejawem jogicznego tapas, które stało się rodzajem wzoru dla wszystkich przyszłych praktyk ascetycznych. Z tego ognia pojawia się zatem potencjalność, zaś „to Jedno” staje się nasieniem – „wysiewem” i „zarodkiem” dla stworzenia, które z niego wschodzi i rozrasta się.

Zgodnie z tradycją hathajogi – każdy z nas jest kopią wszechświata, a więc to, co jest na zewnątrz w skali makro, istnieje w nas w skali mikro. Na zdjęciu nauczycielka jogi Aldona Filipiuk. Zdjęcie: Andrzej Filipiuk
Jak doskonale wiemy, ogień i pragnienie zawsze sobie towarzyszą. A więc autor opisuje, jak „żądza” przeradza się w ogień i nasienie. Mogę się mylić, ale wydaje mi się, że ta żądza, była żądzą tworzenia. Być może „to Jedno” zapragnęło po prostu towarzystwa? Ale można też zastanawiać się, czy „to Jedno” pozostające w potencjalności swego nasienia, nie było po prostu ciekawe samego siebie. W końcu, czy dla nas samym istnieje coś bardziej fascynującego niż my sami?
Wielu współczesnych joginów wierzy, że siłą napędową świata jest miłość. Ale z mojego, ograniczonego punktu widzenia siłą tą jest ciekawość. Możemy wyobrazić sobie „to Jedno” we wczesnej fazie jego rozwoju, jako dziecko gaworzące w kołysce, zachwycające się tymi poruszającymi się rzeczami, które – jak kiedyś się dowie – nazywamy palcami. Na marginesie można powiedzieć, że w języku angielskim słowo „ciekawy” (curious) ma ten sam źródłosłów, co słowo „troszczyć się” (care). Jeśli zatem jestem czegoś ciekawy, troszczę się o to. A więc może zamiast mówić o miłości, jako o sile napędowej, powinniśmy mówić o trosce? A jak już wspomniałem, najbardziej zawsze dbamy o siebie, choć niekoniecznie musi się to dziać na sposób egoistyczny.
Troska o coś zakłada potrzebę poznania prawdy o przedmiocie tej troski. Uproszczenia czy przemilczenia w tym przypadku nie wystarczą. Aby zatem w pełni zaspokoić moją ciekawość, muszę poznać siebie takim, jakim jestem. Aby zaspokoić tę niezmierzoną ciekawość samego siebie, „to Jedno” musiało stworzyć coś oprócz siebie – a więc inną czystą świadomość, aby mieć o co się troszczyć czy mieć co kochać. Jedność stała się dwoistością, co w jodze opisujemy poprzez materialny i subtelny wymiar naszego istnienia. Przerwę na chwilę, abyśmy mogli wszyscy rozejrzeć się wokół i zachwycić efektem tego aktu stworzenia.
Patañjāli, twórca Joga Sutr, także wierzył, że świat istnieje naprawdę. Ale w jakiś sposób zgubiliśmy to, co poza tą materialnością istnieje. Jak mogliśmy zapomnieć o tym geniuszu kreacji? Nie mam pojęcia. Drugą istniejącą rzeczywistością był dla twórcy Joga Sutr obserwator tego materialnego świata, którego nazywał draṣṭuḥ. Istniały więc dla niego dwa powiązane światy do zbadania. Jeden zamieszkały przez wszystkie istoty tej i innych planet, wyposażone w zmysły – oczy, uszy, itd. Jogini nazwali te narzędzia poznania zmysłowego jñānendriya, aby przypominało to nam, że służą one naszemu prawdziwemu ja, które Patañjāli nazwał ahaṃkāra – czyli samoświadomością.
Moim zdaniem, aby zaspokoić naszą ciekawość świata, powinniśmy w równym stopniu poświęcać uwagę temu co zewnętrzne i temu co wewnętrzne. To, co wydaje się być na zewnątrz nas jest w takim samym stopniu częścią nas, jak to co jest wewnątrz. Nikt nie jest w stanie żyć pełnią życia bez pozostawania w relacji do świata, bez pozytywnych i żywych interakcji z innymi istotami. Jednocześnie ten „obserwator” świata zewnętrznego nie może dać się przytłoczyć tym wszystkim, co obserwuje. Taką pełną ciekawości, skierowaną do wewnątrz obserwację nazywamy medytacją, która jest jak terapia medyczna – ma charakter leczniczy. Obserwacja taka ma charakter ciągły, jest więc zajęciem „na pełen etat”. Aurobindo powiedział, że całe życie jest jogą. Parafrazując to stwierdzenie, można powiedzieć, że całe życie to medytacja.
Tematem naszego panelu jest „Czym jest joga?”. A zatem są to wszystkie możliwe środki dostępne w jakimkolwiek czasie i miejscu, które mogą doprowadzić do odpowiedzi na pytanie „Kim jestem?”. Bez wątpienia joga, która zrodziła się w Indiach to bardzo wyrafinowane techniki, które próbujemy na Zachodzie dostosować do naszych potrzeb. Ale warto też podkreślić, że nie są to metody jedyne i że powinniśmy być otwarci na inne, które mogą się pojawić na naszej drodze. Można wyobrażać sobie wszechświat jako żywą istotną, która zadaje sobie pytanie o siebie samą, zarówno w sensie tego, co widoczne jak i tego, co wewnętrzne. Moim zdaniem ten proces ciągle trwa, choć niedługo nasz wszechświat obchodził będzie swoje 14- miliardowe urodziny, pewnie jeszcze potrzebuje czasu, by pewne sprawy przemyśleć, aby poznać się w całej swej pełni.
Ponieważ – jak już mówiłem – każdy z nas jest mikro-wszechświatem, jesteśmy w podobnej sytuacji, nasz proces samopoznania także jeszcze trwa. Ten proces braku wiedzy o samym sobie w jodze nazywa się avidyā. Stan ten zwykle jest postrzegany jako persona non grata, czyli coś, czego chcielibyśmy się pozbyć. Ale może być i tak, że wszechświat nie jest jeszcze gotowy, aby pozbyć się swojej niewiedzy (avidyā) z powodów, których w pełni nie jesteśmy w stanie zrozumieć. Z naszego indywidualnego punktu widzenia oznacza to, że nasza avidyā przytrafiła się nam w pakiecie razem ze wszystkim innym, a więc powinniśmy się do niej przyzwyczaić. Oznaczałoby to, że te jednostki, które twierdzą, że osiągnęły stan oświecenia niejako trochę tylko wyszły przed szereg. My jesteśmy pierwszej klasie, w której uczymy się ile jest dwa razy dwa – oni może zdali już do czwartej. Ale przed nimi jeszcze ukończenie całej szkoły podstawowej, średniej, uniwersytetu i studiów podyplomowych. Jeśli będziemy uczyli się tak pilnie jak oni, pisali testy i odrabiali zadane lekcje, pewnie w którymś z kolejnych wcieleń także będziemy mieli szansę zdać do czwartej klasy. Wtedy oczywiście będziemy z podziwem patrzeć na tych, którzy są w piątej.
A co będzie potem? Kiedy już za ileś miliardów lat ostatnia istota obroni swoją pracę doktorską i wszechświat osiągnie pełnię wiedzy o samym sobie co do ostatniego atomu, co wtedy się stanie? Jeśli wszechświat jest w istocie zdarzeniem jednorazowym, zjedziemy z trasy i zaparkujemy na wieczność, choć nie wydaje mi się to sprawiedliwe. Jeżeli natomiast nasz wszechświat jest zjawiskiem cyklicznym, jedną klatką z nieskończenie długiego filmu, pewnie wówczas będzie miał przerwę na głęboki oddech. A potem, pewnego dnia (choć nie wiem czy będą wtedy dni) znajdzie się na granicy swej świadomości, u kresu ciemności, co będzie pewnie ciekawym i ciepłym odczuciem.
* * *
Joga dzisiaj i jutro
Mark Singleton
Moi przedmówcy mówili wiele o tym, czym jest joga i mam wrażenie, że właściwie cała praca została już wykonana. Spróbuje dodać może trochę od siebie, skupiając się na jodze współczesnej. Trochę podobnie, jak Suzanne Newcombe interesuje mnie także, czym joga nie jest, czy może raczej, co inni decydują się uznać za coś, co jogą nie jest. Na przykład ktoś obserwuje jakieś zjawisko i mówi: „To nie jest joga”. Wydaje się, że każdy ma jakąś nieprzekraczalną granicę. Dla jednych będzie to goat-joga (joga praktykowana z kozami), beer-joga (joga podczas, której pije się piwo) czy naked-joga (joga praktykowana nago). Zajmuję się takimi granicznymi przykładami, bo odzwierciedlają one nasz punkt widzenia o jodze i miejsce, w którym joga się dzisiaj znajduje. Dlatego w moich publikacjach staram się wyjaśnić skąd joga pochodzi i jak stała się taka, jaką znamy ją dzisiaj.

Gdzie są granice jogi? Dla jednych coś jest jogą, dla innych to samo jogą już nie jest. Na zdjęciu „goat-yoga”, czyli joga praktykowana pośród kóz. Zdjęcie: www.phoenixnewtimes.com
W jakimś sensie sam termin „joga” jest trochę jak wielka walizka, do której włożono wiele elementów wraz z tymi, wywodzącymi się z tradycji Hatha Jogi ,tradycji Patañjālego, itd. Tymi elementami, które dodano do teorii i praktyki jogi, i dzięki którym joga stała się pewnie tak popularna na świecie, jest więc np. psychologia wraz z wiedeńską szkołą psychoanalizy, idea samorozwoju, wywodząca się z nurtu psychologii humanistycznej, kojarzonej z Williamem Jamsem, a także z Abrahamem Maslowem i jego ideą ciągłego udoskonalania się i samorealizacji. Przy czym chodzi o tu o inny rodzaj samorealizacji niż ten oparty na samowiedzy, o którym mówił Jason Birch. Innym elementem, który do jogi został dołączony była koncepcja rozwoju fizycznego i kształtowania sylwetki ciała, o zjawisku którym pisałem w jednej z moich książek, co oczywiście nie znaczy, że joga wzięła się z idei kulturystyki. Po prostu z jednej strony mamy do czynienia z pewnym podobieństwem współczesnych tradycji i Hatha Jogi, ale z drugiej także z wpływem współczesnych tradycji na pojawienia się w jodze nowych elementów. Kolejnymi elementami, które wzbogaciły nasze rozumienie jogi są również współczesna nauka, medycyna, badania nad redukcją stresu, poszukiwania duchowości oraz praca z ciałem ukierunkowana na psychoterapię, w której wykorzystuje się pozycje jogiczne do pracy nad uwolnieniem emocji. Te wszystkie nowe elementy dodatkowo komplikują obraz i utrudniają odpowiedź na pytanie, czym jest joga.
Z punktu widzenia teorii Patañjālego, joga jest pewnym stanem, do którego dążymy. Ostatecznym etapem tego stanu jest osiągniecie Asaṃprajñāta Samādhi, który właściwie oznacza zaprzestanie istnienia w naszym rozumieniu. Można zatem powiedzieć za Jamesem Geraldem Larsonem, że jogi tak naprawdę nie ma, bo gdy ją osiągamy, przestajemy istnieć. Przeciwnym punktem widzenia jest to, że wszystko jest jogą i że joga jest wszędzie. Takie rozumienie jogi najprawdopodobniej wzięło się z książki Eliadego „Szamanizm i archaiczne techniki ekstazy”, który jest również autorem takiego klasyka, jak „Joga. Nieśmiertelność i wolność”. W swojej książce o szamanizmie, Eliade twierdzi, że joga wywodzi się tradycji szamańskich z okresu paleolitu. Oznaczałoby to, że wszystko można określić jako jogę. Mielibyśmy więc jogę egipską, jogę chrześcijańską oraz jogi oparte na innych mistycznych tradycjach, które zawsze były z nami i które są wspólnym dziedzictwem ludzkości.
Do jakiegoś stopnia odbicie tez Eliadego, które wielu współczesnych antropologów kwestionuje, można znaleźć w słynnej „Wielkiej debacie o jodze” między Aseemem Shuklą a Deepakiem Chopra. Pierwszy z nich wskazywał na indyjskie korzenie jogi i jej związki z Hinduizmem. Drugi twierdził, że joga jest wspólnym dziedzictwem wszystkich ludzi i pochodzi sprzed 10 tysięcy lat. Ten drugi pogląd również otwiera drogę do poszerzania praktyki jogi o najróżniejsze współczesne eksperymenty.

AcroYoga – jeden ze współczesnych trendów w jodze. Jeśli założymy, że joga jest wspólnym dziedzictwem wszystkich ludzi i nie jest związana z jakąś określoną kulturą czy filozofią, stwarza to możliwość różnych eksperymentów. Na zdjęciu: Aldona Filipiuk i Alicja Sobczak. Zdjęcie: Alicja Kępińska
Innym ciekawym podejściem do jogi jest koncepcja jogi autentycznej. Mówi się czasem, że ktoś praktykuje jogę autentyczną, bo stoi za nim jakiś autorytet z przeszłości albo guru. Jednocześnie inni twierdzą, że gwarancją autentycznej praktyki jest bycie w kontakcie z samym sobą. Szczególnie ten drugi sposób myślenia wydaje się bardzo żywy i służy jako sposób odłączenia jogi od jej tradycji czy klasycznych tekstów o jodze. Ma to także związek z teorią humanistyczną, według której poprzez samorealizację dochodzimy do wewnętrznej prawdy o nas samych.
Interesujące jest także to, co dzieje się z jogą, kiedy zostaje wchłonięta przez neoliberalną logikę myślenia. Mówi się o tym od pewnego czasu, używając terminu „sprzedawanie duchowości”. Według tej teorii joga jest tylko trybikiem w neokapitalistycznej maszynie opresji. Praktyka jogi jest więc postrzegana jako sposób na uczynienie nas bardziej wydajnymi pracownikami, podobnie jak korporacyjne karnety na siłownię czy wyjazdy do SPA. W tym rozumieniu joga wygląda tylko jako technika samorealizacji i wyzwolenia, bo w istocie jest sposobem na zniewolenie.
Ostatnio również wiele słyszymy o obawach dotyczących przyszłości człowieka w zetknięciu ze sztuczną inteligencją. Pojawiają się również teorie technologicznej osobliwości, według których kiedyś nasza świadomość będzie częścią jakiejś wirtualnej cyberprzestrzeni, że otrzymamy implanty, które zwielokrotnią nasze możliwości, ale uczynią nas mniej ludzkimi. Kiedy byłem ostatnio w Dolinie Krzemowej, którą można uznać za centrum tej nowej technologicznej religii, miałem okazję zapoznać się z najnowszymi aplikacjami, które poprzez monitorowanie fal mózgowych pomagają w praktyce jogi i medytacji. Istnieje także rodzaj czujnika, który pomaga w osiągnięciu odpowiedniego ułożenia ciała podczas praktyki poszczególnych asan. Antropolog Jospeph Alter, autor książki „Yoga in Modern India”, napisał nawet, że „w pewnym sensie cyborg jest ucieleśnieniem praktyk jogicznych, czymś w rodzaju jivanmukta.”.
Patrząc na to wszystko, możemy zapytać, czy faktycznie chcemy, żeby joga rozwijała się w tym kierunku. A może mamy właśnie do czynienia z pewną kulminacją i ostateczną realizacją celów jogi. Na przykład, kiedy popatrzymy na czasy Buddy, kiedy joga pojawia się po raz pierwszy jako rodzaj techniki soteriologicznej, jej celem jest nirwana, przezwyciężenie niewiedzy, rządzy, chciwości i tego wszystkiego, co wiąże nas z cyklem kolejnych wcieleń. A co by się stało, gdybyśmy mogli wszczepić sobie jakiś mikro chip i wszystkie te rzeczy wyłączyć? Jednym z celów, które pojawiają się w Hatha Jodze jest przedłużenie życia. A gdybyśmy mogli osiągnąć to dzięki technologii? O tego typu rozważaniach się czasem słyszy.
W swojej książce „Cząstki elementarne” Michel Houellebecq pisze o genetyku, który odnajduje sposób na wyodrębnienie genów naszych namiętności, takich jak gniew, rządza, itd. Po jego śmierci jeden z jego uczniów próbuje przekonać ludzi, żeby technikę tę zastosować i w ten sposób pozbyć się wszystkich złych przypadłości ludzkości i zacząć raz jeszcze z nowym, poprawionym gatunkiem ludzkim. Udaje się z tym pomysłem do współczesnych joginów i buddystów, którzy reagują na jego propozycję z entuzjazmem, twierdząc, że w końcu sami starają się do tego celu dążyć. Można zatem także zapytać, czym będzie joga w przyszłości – w erze sztucznej inteligencji i w nadchodzącej epoce post humanizmu.
Tłumaczenie i skróty – Marek Łaskawiec
Skoro już tu jesteś...
...mamy do Ciebie prośbę. Coraz więcej osób czyta artykuły na portalu Bosonamacie.pl, znajduje tu także informacje o ciekawych warsztatach i wyjazdach.
Nasz portal działa na zasadach non-profit, nie jest firmą, ale efektem pracy i zaangażowania grupy pasjonatów.
Chcemy, by nasz portal pozostał otwarty dla wszystkich czytelników, bez konieczności wprowadzania opłat za dostęp do treści.
Dlatego zwracamy się do Ciebie z prośbą. Wesprzyj nas na Patronite! Nawet symboliczne 10 złotych miesięcznie pomoże nam tworzyć wartościowe treści i rozwijać portal.
Jeśli nasz artykuł był dla Ciebie pomocny, ciekawy lub po prostu lubisz to, co robimy – kliknij logo poniżej i dołącz do grona naszych patronów.
Każde wsparcie ma znaczenie. Dzięki Tobie możemy działać dalej!
Dziękujemy!
[…] Joga jest dobra na stres. Joga poprawia zdrowie. Dzięki niej odzyskasz spokój, sprawność, pozbędziesz się bólu w ciele, rozwiniesz swój umysł. […]