
Aktorstwo, Indie i Dzień Jogi – wywiad z Małgorzatą Pieczyńską

fot. Dzień Jogi w Polsce, 25 czerwca 2017, www.dzien-jogi.pl
Aktorstwo, Indie i Dzień Jogi – wywiad z Małgorzatą Pieczyńską
Ania Chomczyk: Jaka jest Twoja ulubiona asana?
Małgorzata Pieczyńska: To Ardha Chandrasana! Jest efektowna, ale niełatwa. Czuję, że jest wymagająca dla ciała, a jednocześnie wiem, że ją umiem lub też zbliżam się do mojego wyobrażenia idealnej Adha Chandrasany. Jest bardzo piękną asaną. A poza tym asany odwrócone. Nie wyobrażam sobie sesji jogi bez asan odwróconych – bez stania na głowie, świecy, halasany… To pozycje niezbędne. I oczywiście skręcone, np. skręcony trójkąt i tak można w nieskończoność…
A Twoja najgorsza asana?
Wszystko, co się wiąże z barkami. Mam uszkodzony bark i nie chcę z nim walczyć, nie chcę sobie zrobić krzywdy. Wielokrotnie próbowałam uruchomić barki poprzez mocne ćwiczenie i uważam, że to było brutalne dla stawu i szkodziło. Być może muszę zaakceptować, że nigdy nie będzie symetrii w pracy tych stawów. Natomiast na pewno ten stan się nie pogarsza. To ciekawe, że mimo upływającego czasu można się nie degradować fizycznie, co już obserwuję u moich niećwiczących rówieśników i rówieśniczek, którym zdarzają się endoprotezy kolan, bioder, czy usztywnienia chirurgiczne w kręgosłupach. Uważam, że dzięki jodze człowiek się wzmacnia, a mój bark to po prostu pamiątka po moim ukochanym psie, który ciągał mnie na smyczy zrywami w sposób nieobliczalny. Flufcio nie żyje już od kilku lat, a bark nie pozwala o nim zapomnieć.
Zdarza się, że joga wywołuje w życiu prawdziwą rewolucję. Czy tak było również w Twoim przypadku?
Nie przepadam za rewolucjami. Zmienia nas czas. Joga ma szansę wywołać ewolucję i zmiany wszelkiego rodzaju, ale również samo życie daje taką szansę. Jest we mnie gotowość na zmiany i wiążę to z jogą. Pojawiają się nowi ludzie, ale czy dzieje się tak, ponieważ ćwiczę jogę? A może jest tak, jak w „Sekretnym życiu drzew” Petera Worllebena? Nasze życia są ze sobą splecione niewidzialną nicią jak grzybnią i przyciągamy nieświadomie to, czego akurat potrzebujemy. Przychodzą nauczyciele. Czasem to mistrzowie jogi, a czasem nasze własne dzieci…
Słyszałam historię, że wyjątkowo zestresowana aktorka teatralna zapisała się na jogę, a reżyser kazał jej zrezygnować z zajęć, ponieważ relaksując się straciła swój dramatyzm sceniczny i słabiej grała…
Kondycja psycho-fizyczna w tym zawodzie jest decydująca. Kondycja gotowości emocjonalnej. Jeżeli aktor się nagle spasie albo makabrycznie schudnie, nie dba o siebie i się źle prowadzi, nie zapamięta uwag reżysera i ustaleń, których na każdej próbie może być setka, to taki aktor ma poważny problem. Joga uczy koncentracji. Bycie w asanie to jak bycie w roli. Asana precyzyjna jest wypełniona oddechem zrealizowana na podstawie szczegółowych wskazówek. Nie uważam, żeby to mogło zaszkodzić.
Czy Twoje aktorstwo i sposób wcielania się w rolę zmieniły się pod wpływem jogi?
Myślę, że największą rewolucję zrobiło w moim aktorstwie macierzyństwo, bo otworzyło zupełnie nieprzebrane
W znacznym stopniu cała technika aktorska jest właśnie techniką używania pamięci emocjonalnej, więc ten, kto ma bardziej interesujące i bogatsze życie wewnętrzne, ciekawszą osobowość, może być lepszym aktorem. W asanie jest się tu i teraz, całym sobą, podobnie w roli. To jest stan bycia w postaci, najpiękniejsze, co może się zdarzyć w aktorstwie. Każdy dźwięk, gest, oddech, słowo, spojrzenie – wszystko jest trafione w dziesiątkę jeżeli aktor jest w postaci. Tak samo z asaną. Aby być w asanie, należy przejść moment zmagania z ciałem i wchłonąć wyobrażenia na temat danej asany z pomocą nauczyciela. Czasem to trwa latami, próby muszą być uporczywe, ale również radosne, to nie katorga ani obóz karny… Żeby taka asana była trafiona w dziesiątkę liczy się również oddech, pozycja, precyzja, planowanie i jej wykonanie -z panowaniem nad nią, byciem w niej. Jest to bardzo podobne do trafionego w dziesiątkę aktorstwa, do którego jest potrzebna zarówno koncentracja, balans, jak i oczy naokoło głowy. Obserwacja siebie od wewnątrz i od zewnątrz, w kontekście. Ten kontekst jest oczywiście mniej potrzebny w jodze. Naturalnie liczymy się z innymi ludźmi na macie, ale oni są dla nas partnerami tylko w niewielkim stopniu, chociaż energia grupy jest wyczuwalna np. podczas takich dynamicznych sesji jak powitania słońca.
Podróżując po całym świecie chętnie chodzę na jogę oferowaną przez hotele, sprawia mi to przyjemność, jednak bardzo często kończy się to i tak moją własną praktyką, ponieważ niski poziom grupy mnie nie satysfakcjonuje. Trudno wymagać od przypadkowych turystów, że będą akurat grupą joginów…
Natomiast w teatrze grupa jest już bardzo ważna, na tym polega spójność tego świata. To jest praca zespołowa, czyli jest istotne, abyśmy wszyscy reprezentowali podobny poziom, aby to było grupowe flow. I do tego z widownią, bo widownia wnika w ten świat i w nim uczestniczy. Tak więc w aktorstwie zarówno świat zewnętrzny i wewnętrzny liczą się dużo bardziej niż w jodze. Na macie jest się bardziej samemu ze sobą.
Czy Twoja praktyka i zainteresowanie jogą pociągnęły za sobą zainteresowanie Indiami?
Zaskoczeniem był język, w którym padały dziwne słowa nawet na sesjach dla początkujących… Okazało się, że to sanskryt. Zadałam sobie pytanie: dlaczego? Dlaczego nie można mówić „stanie na głowie”, ale sirszanasana? No i tu otwiera się cały świat… Natychmiast pojawił się Patańdżali, Jogasutry, pojawiła się cała olbrzymia wiedza i książki Iyengara. W naszej szkole* jest to bardzo nienachalne – nigdy nie było żadnej indoktrynacji, ale jeśli ktoś potrzebuje wiedzy, to ją dostanie. „Joga Światłem Życia” jest książką, która leży u mnie przy łóżku od dziesięciu lat i za każdym razem, jak ją biorę do ręki, okazuje się, że jest o czymś innym. Co innego w niej wyczytuję.
Następnie przyszła taka myśl, że skoro Indie to Mekka jogi, źródło, to może warto by u tego źródła spróbować… Pojawiło się również zainteresowanie ajurwedą. Zaciekawienie Indiami było naturalne, czytałam takie książki, jak np. „Biały tygrys”, Aravinda Ardiga, którą bardzo polecam.

fot. Dzień Jogi w Polsce, 25 czerwca 2017, www.dzien-jogi.pl
Czyli do Indii pojechałaś, aby ćwiczyć jogę?
Razem z mężem pojechaliśmy do Kerali na ajurwedę.
Co pamiętasz z tego wyjazdu?
Kontrasty. Niesamowity luksus, który był dla nas dostępny począwszy od tego, że przemieszczaliśmy się po Indiach samolotami, wszędzie czekał na nas samochód z kierowcą. Mieszkaliśmy w przepięknych hotelach. Natomiast to, co się działo naokoło było niedopuszczalne dla osoby wychowanej w poczuciu sprawiedliwości społecznej i równości wszystkich: kobiet, mężczyzn, niezależnie od koloru skóry. Taka zresztą wydaje mi się również joga. Jest dostępna dla wszystkich – starych, młodych, kobiet, mężczyzn, czarnych, białych, żółtych, bogatych, biednych, dla PIS-owców i PO, dla Nowoczesnej. Wraz z mężem przeżyliśmy szok, że wśród ludzi może być tyle niesprawiedliwości i pogardy. Spotyka się osoby, które gdyby mogły, to wysmarowałyby cię miodem. I te same osoby mają takie swoje „żaby”, nad którymi się znęcają, co było dla nas, dla mnie, niepojęte. Obce zarówno kulturowo jak i duchowo.
Jak można mieć w sobie jednocześnie tyle okrucieństwa i uniżoności? Nie zgadzam się z taką prawdą i nie chcę w tej prawdzie uczestniczyć, nie rozumiem jej, jest mi tak obca, że aż się jej boję. Indie, gdzie jest tyle gwałtów, przemocy i okrucieństwa wobec kobiet, kobiet samotnych, słabych, wdów wypędzanych z domów. To straszna wiedza… A oprócz tego oczywiście mnóstwo piękna – piękna przyrody, zabytków kultury, oraz piękna ajurwedy, która człowieka traktuje wspaniale. Ale znowu: człowiek jest częścią jakiejś niesprawiedliwej, dziwnej elity tylko dlatego, że ma pieniądze. Dla mnie wartościowanie ludzi na podstawie zawartości ich portfeli jest nieporozumieniem. Uważam że wszyscy mają równe prawo do szczęścia, że to stan wewnętrzny, stan umysłu i nie mogę zaakceptować że komuś można brutalnie odmówić tego prawa. Ajurweda traktuje człowieka tak, jak najpiękniej można go potraktować, w pełni, holistycznie, jest czuła na wszelkie potrzeby, koi ból, leczy przy pomocy wymyślnych zabiegów, a z drugiej strony widziałam jak szefowie kliniki z pogardą traktowali personel.
Wiele osób mówi, że ajurweda na Zachodzie jest na o wiele wyższym poziomie niż ajurweda w Indiach…
Jeżeli chodzi o ajurwedę, to poza Keralą mam jedynie porównanie z ośrodkiem w Sulisławiu pod Wrocławiem. To miejsce pełne spokoju, ciszy, klasy. Zabiegi są wspaniałe. Słyszałam również dużo dobrego o Sri Lance. To takie wyspy szczęśliwości…
Czy czułaś się wyróżniona, gdy zostałaś zaproszona do roli Ambasadorki Dnia Jogi w Polsce?
To zaszczyt. Nie jest to jednak dla mnie żadna sztuczna sytuacja. To nie było tak, że byłam pięć razy na zajęciach i postanowiłam dać twarz polskiej jodze. Faktycznie z Joanną i Adamem** znamy się od ponad dziesięciu lat, oni widzą moją codzienną praktykę. Joga to dla mnie nie asany traktowane jak dziwna akrobatyka mająca na celu rzeźbić ciało. To spójny system, który może wskazywać drogę do zdrowia fizycznego, psychicznego i… szczęścia.

fot. Dzień Jogi w Polsce, 25 czerwca 2017, www.dzien-jogi.pl
Dzień Jogi staje się coraz większym przedsięwzięciem. Czy widzisz sens w organizowaniu Dnia Jogi?
Jogi nigdy dość! Wiele fajnych aktywności fizycznych bardzo często wiąże się z dużymi kosztami. Narty, podobnie tenis, jazda konna, żeglarstwo… Natomiast joga jest dostępna dla każdego, nawet jako forma aktywności fizycznej (bo nie każdy pójdzie drogą jogi). Sama asana niewątpliwie jest panaceum dla ciała – poruszając ścięgna, mięśnie, stawy, dotykając powięzi, krawędzi stóp, wyginając kręgosłup pobudzają świadomość ciała jak żadna inna gimnastyka. Ciało będzie szukało symetrii, pionu, dzięki jodze prostują się kręgosłupy, rehabilitują kolana, leczą się łokcie i nadgarstki. Uważam, że jest to po prostu genialna gimnastyka, która może odbywać się bardzo niskim kosztem, w każdej szkole i klasie, biurach i zróżnicowanych środowiskach. Aby ćwiczyć jogę nie potrzeba specjalnie przystosowanych kortów tenisowych czy basenów. Joga może być szansą na zdrowie fizyczne całej populacji, każda inna forma aktywności będzie trudniejsza do zorganizowania albo bardziej kosztowna. Dlatego warto popularyzować jogę!
Mieszkasz w połowie w Szwecji, w połowie w Polsce, bardzo dużo podróżujesz po całym świecie ćwicząc jogę. Jak oceniasz poziom jogi w Polsce?
Wszędzie, gdzie ćwiczyłam na świecie były to ośrodki typu spa lub ajurweda, o której już mówiłam. Ośrodki raczej
Tam gdzie ćwiczę w Szwecji, w szkole duCalme (bikram joga) poziom jest bardzo wysoki, aczkolwiek samo bikram zostało skompromitowane z powodu swojego twórcy, nawet zmieniło nazwę. Są tam zajęcia typu „hot”, np. hot flow, i to już nie jest typowa sekwencja bikram, tylko ich autorskie pomysły. To „hot” oni również łączą z licznymi elementami gimnastyki ogólnorozwojowej dodając je do typowych asan, co według mnie bywa z korzyścią dla rzeźby ciała. W mojej szkole w Szwecji wprowadza się na przykład ćwiczenia na mięśnie brzucha jako stały, codzienny element zajęć.
Uważam, że w Polsce joga Iyengara jest na wysokim poziomie (a przynajmniej w naszej szkole), na pewno dzięki temu, że istnieje standaryzacja certyfikatów nauczycielskich. Nie można po jakimś weekendowym kursie stać się instruktorem jogi Iyengara. Generalnie w takim spa, gdzie ludzie jeżdżą na wczasy, można się spotkać z tego typu „weekendowymi” nauczycielami. Pani może prowadzić pilates, aerobik, step, i prowadzi jogę. Gdy się pójdzie na takie zajęcia jogi to może się okazać, że to takie machanie łapami bez ładu i składu, wykorzystywanie asan, których można się nauczyć z internetu. Ale to nie jest joga. Nie ma to nic wspólnego z tym, od czego wyszłyśmy, od takiego flow w asanie, gdy czujesz harmonię mentalną związaną z oddechem, związaną ze skupieniem, koncentracją i możliwością ciała. Że to wszystko razem jest zintegrowane. Przy machaniu łapami tak nie ma. Ja namawiam serdecznie na spotkanie z jogą, która odmieni życie na lepsze. NAMASTE!
Dziękuję za rozmowę.
*Joga na Foksal
**Joanną Jedynak i Adamem Ramotowskim
Skoro już tu jesteś...
...mamy do Ciebie prośbę. Coraz więcej osób czyta artykuły na portalu Bosonamacie.pl, znajduje tu także informacje o ciekawych warsztatach i wyjazdach.
Nasz portal działa na zasadach non-profit, nie jest firmą, ale efektem pracy i zaangażowania grupy pasjonatów.
Chcemy, by nasz portal pozostał otwarty dla wszystkich czytelników, bez konieczności wprowadzania opłat za dostęp do treści.
Dlatego zwracamy się do Ciebie z prośbą. Wesprzyj nas na Patronite! Nawet symboliczne 10 złotych miesięcznie pomoże nam tworzyć wartościowe treści i rozwijać portal.
Jeśli nasz artykuł był dla Ciebie pomocny, ciekawy lub po prostu lubisz to, co robimy – kliknij logo poniżej i dołącz do grona naszych patronów.
Każde wsparcie ma znaczenie. Dzięki Tobie możemy działać dalej!
Dziękujemy!