
Wywiad z Agnieszką Passendorfer

Wywiad z Agnieszką Passendorfer
Niedawno nakładem wydawnictwa Sensus ukazała się kolejna książka Agnieszki Passendorfer. Tym razem o medytacji. Bardzo polecam wszystkim tą lekturę. A tymczasem… poznaj bliżej samą autorkę!
Ania Chomczyk: Jak to się stało, że zaczęłaś medytować?
Aga Passendorfer: Szukałam sposobu na to, jak być szczęśliwą. Byłam nastolatką – niezbyt szczęśliwą – i dość mocno zależało mi na tym, żeby poprawić swoje samopoczucie psychiczne. Kartkowałam więc książki, w których mogłabym znaleźć jakiś trik, cudowną metodą. I testowałam potem te metody. A jeszcze później, na studiach, spotkałam osoby, które medytowały w sandze buddyjskiej i pojechałam tam z nimi. Alkohol nigdy mi nie smakował, imprezy mnie męczyły, a wizyty u psychiatry i leki nie były wówczas tak powszechne. Więc trochę to przypadek, że zaczęłam medytować, a nie odurzać się czy w inny sposób uszczęśliwiać.
Jakie to były czasy? I czy medytacja była wtedy popularna?
W mojej bańce była. Studiowałam filozofię, gdzie wiele osób interesowało się medytacją, jogą, transcendencją. Wcześniej chodziłam do liceum katolickiego, gdzie też eksplorowano różne metody pracy nad umysłem i duchowość była ważnym tematem. Ale dla większości osób w tamtych czasach, czyli na przełomie lat 80. i 90., ważniejsze pewnie były inne przemiany – polityczne, ustrojowe, ekonomiczne, których doświadczaliśmy od 1989 roku – a nie przemiany wewnętrzne.
Medytujesz od kilku dekad. Jaką rolę odgrywa medytacja w twoim życiu?
Stała się elementem mojej codzienności. Staram się medytować codziennie – choćby krótko. Dla mnie to moment zatrzymania, spotkania ze sobą face to face, i czasem spotkania z Czymś Ważnym albo Kimś Ważnym (możemy to nazwać Bogiem, prawem karmy, prawem przyrody…).
Czy każdy może medytować? Jak zacząć?
Prawie każdy. Wiem, że lekarze psychiatrzy odradzają, albo wręcz zakazują medytacji osobom z doświadczeniem psychoz np. w schizofrenii. Są też pewnie jakieś bardzo indywidualne kryzysowe sytuacje, na przykład bezpośrednio po przeżyciu traumy, w których lepiej jest nie medytować albo przynajmniej skonsultować się z lekarzem „od głowy”. A jak zacząć? Powoli. Od kilku świadomych oddechów. Albo świadomego wypicia filiżanki herbaty. Potem można pójść na spacer bez telefonu. Albo usiąść na kilka minut i wysłuchać mantry OM ze Spotify. Jak się okaże, że dobrze się z tym czujemy – można pójść dalej, medytować dłużej, wybrać się na odosobnienie, warsztat, kurs, medytować w grupie.
Co medytacja daje? A co zabiera?
Daje więcej przestrzeni w głowie. Jeśli porównać myśli do chmur na niebie, to pod wpływem medytacji niebo robi się bardziej pogodne. Często te myśli-chmury kłębią się i jeszcze gnają na wyścigi, jak podczas silnego wiatru czy burzy. Medytacja pozwala oddzielić jedną chmurę od drugiej, jedną myśl od drugiej. Zobaczyć każdą z osobna. A potem puścić, zdecydować, co jest ważne, czym się zajmiemy teraz, czym później, a która myśl jest niewarta naszej uwagi lub wręcz szkodliwa dla nas. Medytacja uświadamia, że nie jesteśmy naszymi myślami. Nie jesteśmy chmurami. Jesteśmy niebem.
Co zabiera? No właśnie ten chaos z głowy (choć nie na zawsze, medytacje trzeba powtarzać 😉). Zabiera też sporo lęków, złości, zazdrości, smutku. I kłopotów zdrowotnych związanych ze stresem – bezsenność, nadciśnienie, kompulsywne jedzenie.
Czy warto mieć nauczyciela medytacji? Jak go znaleźć?
Można pojechać do ośrodka buddyjskiego – tak jak ja to zrobiłam. Albo na warsztaty czy pójść na kurs. Pewnie są też nauczyciele online. Jak ktoś szuka, to znajduje – zgodnie z powiedzeniem, że kiedy uczeń jest gotowy, nauczyciel się pojawia. Nauczyciel się przydaje, jeśli mamy jakieś wątpliwości – można je z nim omówić. Nauczyciel, ale też grupa czy nawet jedna osoba – meditation buddy – pomaga też utrzymać regularność, wspiera nas, gdy czujemy zniechęcenie. A w medytacji – podobnie jak w wielu innych metodach pracy z umysłem czy ciałem – ważne jest powtarzanie. Więc dobrze, jeśli ktoś czy coś nas motywuje do tego powtarzania.
Czy masz już pomysł na kolejną książkę?
Oj tak… 😊. Ale nie zdradzę.
Dziękuję za rozmowę. A naszym czytelnikom polecam „Medytację”. Oraz medytację.
Skoro już tu jesteś...
...mamy do Ciebie prośbę. Coraz więcej osób czyta artykuły na portalu Bosonamacie.pl, znajduje tu także informacje o ciekawych warsztatach i wyjazdach.
Nasz portal działa na zasadach non-profit, nie jest firmą, ale efektem pracy i zaangażowania grupy pasjonatów.
Chcemy, by nasz portal pozostał otwarty dla wszystkich czytelników, bez konieczności wprowadzania opłat za dostęp do treści.
Dlatego zwracamy się do Ciebie z prośbą. Wesprzyj nas na Patronite! Nawet symboliczne 10 złotych miesięcznie pomoże nam tworzyć wartościowe treści i rozwijać portal.
Jeśli nasz artykuł był dla Ciebie pomocny, ciekawy lub po prostu lubisz to, co robimy – kliknij logo poniżej i dołącz do grona naszych patronów.
Każde wsparcie ma znaczenie. Dzięki Tobie możemy działać dalej!
Dziękujemy!







